|
| Polecamy albumy |
 STREFA MOCNYCH WIATRÓW - Live
 CORRUPTION - Bourbon River Bank
|
|
| 2008.10.24,25 - INSANITY FEST - Warszawa / Progresja |
W piątkowy i sobotni wieczór odbył się festiwal zorganizowany przez Insanity Records. Założeniem było zebranie wielu młodych, obiecujących grup z szeroko pojętego kręgu progresywnego rocka i metalu, w celu umożliwienia im zaprezentowania się słuchaczom. Czy udało się? O tym poniżej.
Pierwszy dzień

Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy i wprawiła w lekkie zakłopotanie, była frekwencja. Ja rozumiem wszystko. Może tarnowski Perihellium nie jest tak znaną kapelą, jak Dream Theater. Może i grupa Votum nie zdobyła jeszcze rzeszy fanów na miarę Porcupine Tree, ale kurwa! To, co zobaczyłem w klubie to cios poniżej pasa! Po prostu wstyd, mówiąc jak najkulturalniej.
Nie uwierzę, że w piątkowy wieczór na koncert może przyjść taka ilość fanów, którą można niemalże policzyć na palcach.
Kolejna zła wiadomość – grupy Reload i Symphony nie dojechały. Muszę przyznać, że bardzo zależało mi na zobaczeniu tych grup. Trudno, może następnym razem?
Tymczasem na scenie zainstalowała się wspomniana wcześniej grupa Perihellium.
To, co chłopaki z Tarnowa zaprezentowali na scenie wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Perfekcyjnie zagrany prog metal z jajem! Pełen profesjonalizm, dobre utwory, budowane na bazie inspiracji takimi grupami, jak Dream Theater czy Symphony X naznaczone zalążkiem indywidualizmu – wszystko to sprawiło, że z pewnością sięgnę po ich płytę. Was również gorąco zachęcam!

Następnie, po krótkiej przerwie technicznej, na scenie zainstalował się warszawski Votum. O klasie muzyków, oraz walorach ich ostatnich dokonań nie zamierzam zapewniać. Natomiast sam koncert, chociaż z pewnością dobry, pozostawił pewien niedosyt. Koncert TAKIEGO zespołu wyobrażam sobie raczej na dużej scenie, wśród wizualizacji i odrobiny teatralności. Tego nie da się osiągnąć na małej scenie, oraz przy tak nielicznym audytorium. Nie chcę przez to dać do zrozumienia, że koncert mi się nie podobał! Wręcz przeciwnie.
Zespół zaprezentował materiał ze longplaya Time Must Have A Stop od początku do końca, jak na koncept album przystało. Od majestatycznego „Me in the Dark”, przez „The Pun” (teledysk już wkrótce!), na agresywnym „Look At Me Now” i majestatycznym numerze tytułowym skończywszy, cały czas miałem mieszane uczucia. Wyobrażałem sobie, jak ta muzyka wypadłaby, gdyby została odegrana w bardziej godnym do tego miejscu. Mniejsza z tym, marzenia odłóżmy na bok.

Jako trzeci i ostatni zespół zaprezentował się Terminal. Wiele razy mówię, że nie mam złych intencji, jak piszę grupie, której muzyka zwyczajnie nie mieści się w moim spektrum zainteresowań. Tak właśnie było tym razem, ale postaram się przybliżyć, jak wypadła ta ekipa. Otóż bardzo przyzwoicie. Muzyka to nowoczesna, mocno rytmiczna, agresywna w zwrotkach, dająca chwilę wytchnienia, gdy dochodzi do refrenów. Wokalista poruszający się i w ogóle wyglądający bardzo hardcore’owo, często śpiewający przez megafon to jeden za asów w rękawie tej kapeli. Oryginalności dodaje szalony klawiszowiec, którego w takim zespole bym się najmniej spodziewał. Widać było, że kilka osób przyjechało do Progresji głównie na koncert Terminala.
Gdy wybiła północ wiadomo było, że pierwszy dzień Insanity Fest dobiegł końca.
Drugi dzień

Co prawda wydawało się, że na sobotnich koncertach frekwencja jest jeszcze słabsza, to, całe szczęście, okazało się, że był to fałszywy alarm. Sporo osób przyjechało później, żeby zobaczyć występy grup Witchking i Kruk.
Szkoda, że nie widzieli tego, co zaprezentowała grupa Newbreed.
Był to z pewnością jeden z najlepszych występów festiwalu. Progresywny metal w ich wykonaniu robił wrażenie. Potężne riffy, poprzetykane wolniejszymi, transowymi fragmentami, dobry wokal, raz melodyjny, raz agresywny, muzyka inspirowana takimi grupami, jak Opeth, Porcupine Tree, ale też Messhugah czy Cynic – tak można starać się zwerbalizować tę muzykę. I jeszcze raz, wielka szkoda, że tak mało osób miało okazję to widzieć.

Wraz z wyjściem White Crow atmosfera z ciasnej, riffowej i pokręconej strukturalnie, zmieniła się na bardziej tradycyjną, bliższą dokonaniom takich grup, jak Royal Hunt.
Rock progresywny z nieznacznymi już wpływami power metalu mógł się podobać, zwłaszcza, że wszystko brzmiało świetnie, kompozycje skonstruowane są tak, że wszystko brzmi naturalnie, swobodnie i na luzie. Do tego wokalista ze scenicznym obyciem, w dodatku potrafiący wysoko i pewnie śpiewać, co nie było do tej pory częste na polskiej scenie, a co nie pierwszy raz zostało udowodnione podczas Insanity Fest. Niedługo powinna ukazać się debiutancka płyta Białego Kruka, jeśli więc lubicie takie granie, nie powinniście przegapić okazji do zapoznania się z ich twórczością.

Kolejnego zespołu występującego na deskach Progresji przedstawiać nie muszę. Witchking to po prostu klasa sama w sobie. Twardy coraz lepiej panuje na koncertach nad swoim głosem, chłopaki dwoją się i troją, wygrywając swoje ostre niczym brzytwa riffy, sekcja rytmiczna nie zostaje przy tym w tyle. Świetny kontakt z publicznością dało się zauważyć, gdyż podczas występu Witchkinga właśnie, pod sceną zebrała się całkiem spora grupa fanów (spora, jak na ogólną listę obecności tego dnia w klubie). Może i nowe utwory nie przekonują mnie tak, jak miało to miejsce w przypadku debiutanckiego długograja, niemniej jednak nie mogę odmówić Gajdkowi i ekipie profesjonalizmu i konsekwencji w dążeniu do celu. Brawo, panowie!

Po dłuższej przerwie na scenie pojawił się Kruk. Przyznam się, że był to mój pierwszy kontakt z zespołem, podobnie jak z większością zespołów występujących przez te dwa dni w Progresji, stąd nie będę rzucał tytułami poszczególnych utworów.
Wraz z wejściem Kruka na scenę, miałem wrażenie, że czas cofnął się o dobre 30 lat: charyzmatyczny wokalista w długich włosach, z zawadiacko rozchełstaną koszulą, pięknie i bardzo hardrockowo śpiewający do przyozdobionego motocyklową bandaną mikrofonu, w rytm muzyki przypominającej Deep Purple i Uriah Heep (z przewagą tego pierwszego), hammondowe brzmienie organów rozlewające się po sali – istny wehikuł czasu! Jeśli dodać do tego covery, które Kruk zaprezentował nie miałem już wątpliwości, kto jest idolem muzyków („Stormbringer” oraz „Knocking At Your Back Door”). Cały koncert miał w sobie coś majestatycznego, podniosłego, a jednocześnie bardzo rock’n’rollowego. Był to też niestety ostatni sobotni występ.
Mam nadzieję, że następnym razem frekwencja będzie znacznie lepsza, bo takie rockowe uczty nie zdarzają się codziennie. Warto czasem iść na koncert mniej znanych grup. Można się wówczas wiele ciekawego dowiedzieć o kondycji polskiej sceny. Oby więc następnym razem słuchacze dorównali zespołom.
Marcin Müller
|
|
| Komentarze |
|
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
|
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
| Oceny |
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?
|
|
|
| Nadchodzące koncerty: |
|
|
|
| Sklep Metal Mundus |


|
|
| Aktualnie online |
Gości online: 6
Użytkowników online: 0
Łącznie użytkowników: 266
Najnowszy użytkownik: earthshine
|
|
|