
01. Chrome
02. Redd
03. The Traveller
04. Dream within a dream
05. Beyond the time
SKŁAD:
Marcin Sułek (Wokal)
Gerard Wróbel (Gitara)
Bartek Bachula (Bas)
Seweryn Błasiak (Perkusja)
Gerard Wróbel, lider tarnowskiej grupy Perihellium nie ukrywa swoich muzycznych fascynacji. Ten zafascynowany brzmieniem Johna Petrucciego, Michaela Romeo czy Steve’a Morse’a gitarzysta to siła napędowa zespołu. Zespołu, dodajmy, niezwykłego. Dawno nie spotkałem się na naszym krajowym podwórku z zespołem, który wpisywałby się w nurt technicznego heavy metalu tak dobrze, bez wyczuwalnej „polskości” w brzmieniu i kompozycjach. Już instrumentalny utwór pt. „Chrome” świetnie wprowadza nas w ten „Nowy Początek”. Progmetalowa jazda bez trzymanki, bez kompleksów – tak właśnie wita się z nami Perihellium. Gdy podczas utworu „Redd” do tej metalowej orkiestry włącza się wokalista Marcin, mam ochotę krzyknąć „o, kurwa! W Polsce są jednak śpiewacy, nie tylko wydrzyryje!”. Istotnie, nic tak nie potrafi zepsuć nawet bardzo dobrej muzyki, jak nie umiejący śpiewać wokalista. W tym przypadku znowu plus dla chłopaków z Tarnowa. Po tym utrzymanym w średnim tempie killerze przychodzi pora na kolejny. „The Traveller”, bo tak się ów utwór nazywa, to kolejny z pięciu asów w rękawie na tym krążku. Spokojny, balladowy utwór, w którym poruszony został nieśmiertelny motyw wędrówki, naprawdę robi wrażenie. Zakręcony riff, otwierający „Dream Within A Dream”, wyrywa z melancholijnego klimatu i sprawia, że serce każdego fana progressive metalu zabije mocniej. Momentami zespół zbliża się tutaj do stylistyki zespołów pokroju Rush, jednak ani przez moment nie ma się wrażenia taniego naśladownictwa. Jest w tym graniu jakiś, luz, spontaniczność. To naprawdę niezwykłe, że zespół z tak krótkim stażem może zabrzmieć tak profesjonalnie w każdym calu. Żeby się o tym przekonać, wystarczy zwrócić uwagę na subtelne zwolnienie w rzeczonym utworze. W tym momencie kończy się część „piosenkowa” i, zgodnie z wieloletnią tradycją gatunku, przychodzi pora na suitę. „Beyond The Time” liczy sobie 19 minut, jednak ani przez moment nie ma się wrażenia, że ktoś próbuje nam wcisnąć kit. Mnogość motywów sprawia, że gdy prawie dwudziestominutowy „gigant” się kończy, mamy ochotę zapuścić „The New Beginning” raz jeszcze. Doprawdy, ciężko znaleźć na tej płycie jakieś wady. No fillers, just killers. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tym materiałem wszystkich wymagających słuchaczy rocka i życzę z całego serca, aby o Perihellium jeszcze zrobiło się głośno. Są tego warci.
9,5/10
Marcin Müller
http://www.perihellium.com/
http://www.myspace.com/perihellium
|