AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » EDLING Leif - Songs of Torment, Songs of Joy (2008 GMR)
EDLING Leif - Songs of Torment, Songs of Joy (2008 GMR)

01. The Scar
02. It Is Not There
03. Angelic 'til I die
04. On the Edge of Time
05. Butterfly
06. My Black Birthday
07. Space Killer
08. Nautilus








SKŁAD:
Leif Edling (Bas / Gitara / Wokal)
Björn Eriksson (Gitara)
Chris Laney (Gitara)
Lars Sköld (Perkusja)
Carl Westholm (Klawisze)





Leif Edling to już legenda w doom metalu. Bardzo utalentowany muzyk związany od początku z Candlemass, ale udzielający się również w projektach Krux oraz Abstrakt Algebra.

Jest to nieziemsko zapracowany gość, ale wszystko, w czym macza palce jest piękne, staje się doom metalową perełką, ma to "coś", ma duszę. Tą duszę ma również solowy album tego artysty, zatytułowany "Songs of Torment, Songs of Joy".

Od początku byłam spokojna o ten materiał. Wiedziałam, że musi być dobry, bo nagrywa go spec od dołowania i "walcowatych" dźwięków. Nie pomyliłam się - płyta jest wyśmienita!!!

Nie dziwi, że na tym albumie nie ma jakiś szaleńczych, temp, zabójczych solówek... Jest to płyta niezwykle ascetyczna, skromna i prosta, ale właśnie w tej prostocie tkwi siła i urok tego krążka.

Brzmienie jest bardzo mocne, głębokie, cudne linie basu i partie organowe wprowadzają nas w hipnotyczny, transowy nastrój. Każdy utwór to taka pieśń udręczonej istoty, pełna sakralnego, mistycznego i mrocznego klimatu. Ta płyta to połączenie walcowatego candlemassowego doomu z blackowym klimatem, atmosferą chłodu i mrozu znaną nam z płyt kapel suicidal black metalowych, jak np. Shining.

Duży wpływ na klimat ma też z pewnością wokal, który według mnie bardziej pasuje do wspomnianych kapel black metalowych, niż doom metalowych. Czasem jest swego rodzaju krzyk, pełen bólu i rozpaczy, czasem złowieszcza, chłodna recytacja. Głos brzmi diabelsko, jakby wydobywał się z jaskini. Przeszywa umysł słuchacza do głębi, jest pełen uczuć, pełen bólu i cierpienia. Ciary na plecach murowane.

Mamy na tej płycie jeden nietypowy numer, swego rodzaju przerywnik w postaci utworu "Butterfly”. Kawałek jest w całości instrumentalny, oparty na partiach basu, ale naprawdę brzmi wciągająco i hipnotyzująco.

W pewien rodzaj hipnozy wprowadzają nas też elektroniczne, ambientowe wstawki, które jednak nie psują klimatu, a wręcz dodają mu mrocznej, odjechanej i chorej aury. Na tej płycie każdy dźwięk jest przemyślany, a wszystko po to, by było jeszcze bardziej ponuro i smutno.

Obcowanie z tym materiałem szczególnie w porach nocnych, gdy za oknem ciemność i mrok, to prawdziwa przyjemność. Trochę masochistyczna przyjemność, bo pełno w tej muzyce negatywnych emocji. Zapewniam, że nie pozostaniecie obok tego wydawnictwa obojętni, bo to po prostu dobra muzyka, która naprawdę działa na słuchacza. Mrok wręcz wylewa się z głośników. Polecam zdecydowanie!! Zanurzcie się w tej ponurej mistycznej krainie i chłońcie jej uroki!

9,5/10
Freva



Leif EDLING
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  34,593,486 unikalne wizyty  Top Top