
01. Ol Bal di Oss 01:53
02. Longobardia 04:08
03. Aufstand! 03:49
04. Anime Dannate 04:52
05. Frerì 04:34
06. Un'Altra Volta Ancora 03:58
07. Luppulus in Fabula 04:43
08. Terra Santa 04:00
09. Senza Certezze 04:34
10. Vortici Scuri 03:49
11. Nell'Alto Cadrò 04:41
12. Vanità di Vanità 03:26
13. Rocce Nere (new version) 02:07
SKŁAD:
Lorenzo (Wokal/Dudy/Flet)
Lucas (Gitara/Wokal)
Ferro (Bas)
Forese (Perkusja)
Andrea (Bębny/Dudy/Chórki)
Matteo (Dudy/Wokal)
Roberta (Dudy/Wokal)
Clara (Harfa)
Unikam folk metalu jak mogę. Zdecydowana większość tego gatunku obecnie wytwarzana nudzi mnie niepomiernie i sprawia wrażenie produktu odrysowywanego od jednego szablonu. Mimo uprzedzeń postanowiłem się zmierzyć z włoskim Folk Stone i ich drugim albumem "Damnati ad metalla". Nawiązująca do dance macabre okładka i bardzo ładnie wydanie całości nastroiły mnie pozytywnie.
Kolejnym miłym zaskoczeniem był fakt, że wokalista nie charczy, tylko śpiewa mocnym, pewnym głosem. Do tego po włosku. Języka owego uczyłem się prawie rok, ale nic już nie pamiętam, więc nie przybliżę Wam, o czym oni parlando. Oczywiście od pierwszej minuty atakują nas przeróżne folkowe instrumenty, wśród których zdecydowanie wybijają się dudy. Poz tym mamy grzechotki, bouzuki, a choćby w "Longobardia" świetnie sprawdziła się harfa. W "Aufstand!" partie grane na dudach skojarzyły mi się nawet z celticpunkowymi kapelami, jest coraz lepiej. Dodajmy jeszcze, że w takim "Anime dannate" pojawia się damski sopran, a przez całą płytę przewijają się chóry. Napakowana niewątpliwie jest ta płyta, ale do niestrawności to na szczęście nie prowadzi.
Faworyci? Na pewno "Freri" - świetny riff, dudy ostro sobie poczynają, harfa nie pozostaje w tyle. Poza tym szybki skoczny "Un' altra volta ancora" (świetna partia fletu!), przebojowe "Vanita di vanita" czy wspomniana wcześniej "Longobardia". Oczywiście to subiektywny wybór, myślę, że każdy utwór może znaleźć swojego zwolennika.
Okazało się, że nie taki folk metal straszny, jak go malowałem. Płytka sprawiła mi dużo frajdy. Może bym ją tylko odrobinę skrócił, bo po 50-u minutach obcowania z tym materiałem te dudy zaczynają mi świdrować w głowie. Przyjemnie sobie czasem odpocząć od przeróżnych ryków i posłuchać czegoś lżejszego i skocznego. I Folk Stone pasuje tu jak ulał. Żadnych nowych lądów w tej stylistyce nie odkrywają, ale niewątpliwie dobrze się ich słucha, i za to im chwała.
7/10
Maciek Rojewski
http://www.myspace.com/folkstone
|