AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 16.11.2018

- INTERNAL QUIET

+ Opole



= 17.11.2018

- NIGHTWISH

+ Kraków / Tauron Arena



= 17.11.2018

- INTERNAL QUIET

+ Jarocin



= 18.11.2018

- J.D.OVERDRIVE
- BASEMENT
- CLOCKWORK TOTEM

+ Wrocław/ Liverpool



= 22.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Poznań / U Bazyla



= 23.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Gdańsk / B90



= 24.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Szczecin / Peron 5



= 24.11.2018

- INTERNAL QUIET

+ Skarżysko-Kamienna



= 24.11.2018

BYŁ KIEDYŚ JAROCIN
Zagrają:
- KAT & Roman KOSTRZEWSKI
- MOSKWA
- PROLETARYAT
- CLOSTERKELLER
- GA-GA
- THE BILL
- ZIELONE ŻABKI
- SZTYWNY PAL AZJI

+ Wrocław / A2



= 25.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Wrocław / A2



= 27.11.2018

- SLAYER
- LAMB OF GOD
- ANTHRAX
- OBITUARY

+ Łódź / Atlas Arena



= 29.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Łódź / Scenografia



= 30.11.2018

- INTERNAL QUIET

+ Kołobrzeg



= 30.11.2018

- DECAPITATED
- FRONTSIDE
- VIRGIN SNATCH
- DROWN MY DAY

+ Warszawa / Progresja



= 30.11.2018

- FOAD FEST II
Zagrają:

- ABORYM
- HATE
- INFERNAL WAR
- WITCHMASTER
- KZOHH
- RAGEHAMMER

+ Kraków / ZetPe Te











































Nawigacja
Artykuły » Wywiady - 2010 » LESSDRESS (Paweł Nowakowski)
LESSDRESS (Paweł Nowakowski)
LESSDRESS – wywiad z Pawłem Nowakowskim

Kapela, która od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju i poprzez którą w mojej głowie zrodziło się sporo pytań, zwłaszcza po ubiegłorocznym koncercie w Hard Rock Cafe… To, czego pewnie jeszcze nie wiecie o Lessdress – poniżej.

Metal Mundus: Cześć Paweł. Jestem wielką fanką dobrego glam rocka (chociaż nie tylko) i nie będę ukrywać, że Twoja kapela zalicza się do tych, które bardzo lubię i do których często wracam. Ale, ale – nie mówię tego, żeby Ci słodzić, bo nie taka moja rola. Hehehe, dziś będę „wredną dziennikarą” i trochę Cię obsmaruję w tej rozmowie. Ale przecież Ty lubisz produkty „Sugarfree”. Taki oto będzie ten wywiad. Zatem zaczynajmy! Było tak miło. Cukierkowe „Dumblondes” i idealna kontynuacja, choć może trochę mniej słodka – „Love Industry”. Powrót po tylu latach zszokował mnie i ucieszył, ale po usłyszeniu najnowszej płyty byłam, lekko mówiąc, podirytowana. Polska scena hard rockowa zdycha, a Wy zamiast ją dalej wspierać, pozwalacie sobie zabrzmieć jak tysiąc innych przeciętnych, rockowych kapel i glamowej tradycji odpłynąć w niepamięć!

Paweł Nowakowski: Artysta (bez względu na rozmiar) ma pewne przywileje i obowiązki. Pierwotnym obowiązkiem jest jego powinność wobec sztuki, którą uprawia i wobec siebie. Człowiek żyjąc podróżuje. Podobnie artysta: powinien w swojej sztuce dokonywać podróży. Powinien eksplorować, poszukiwać i badać granice.
Jest wielu muzyków, którzy raz zrobiwszy coś, co znalazło poklask publiczności, boją się wszelkiej dalszej eksploracji, aby nie naruszyć delikatnej receptury sukcesu. W efekcie powstają kolejne autoplagiaty, a w skrajnych przypadkach nic.
My nie mamy innych zobowiązań, niż te wobec muzyki i siebie. Lessdress nie istnieje ani dzięki mediom, ani dzięki publiczności. Istnieje dzięki sobie. Droga, jaką wybieramy jest więc pozbawiona kalkulacji i ma dać spełnienie głównie nam, muzykom.
Co do brzmienia jak setki przeciętnych kapel: to brzmienie dwóch gitar basu i bębnów. W wersji jak najprostszej. Pozbawione efekciarstwa studyjnego i retuszu. W aktualnej fazie życia swojego i kapeli oszczędność postrzegam jako cnotę.


Z drugiej strony zainteresowanie glamem jest jakby większe w naszym kraju, dzieciaki wracają do Motley Crue, Def Leppard, KISS itd., ale przecież sporo tych kapel omija Polskę na swoich trasach. Powiem tak: brakuje tutaj starego dobrego hard rocka! Starego – w sensie, granego w starym stylu. Czemu nie Lessdress? Ludzie chcą słuchać takiej muzyki, ale nie daje im się ku temu okazji. Tymczasem wokół wyrasta masa marnych hard rockowych ścierw usiłujących naśladować KISS-ów, takich, których członkowie, może poza znajomością tejże kapeli, mają zerowe pojęcie o amerykańskiej scenie hard rockowej w latach osiemdziesiątych…

Jeśli zaniedbujemy trochę gatunek glam rockowy – trudno. Tak musi być.
Miałbym jednak nadzieję, że słuchacze i fani dadzą się zabrać w tę podróż. Zwłaszcza, że gwarantujemy szczerość, autentyczność i ewolucję. Nie serię gwałtownych zwrotów o 90 stopni. Z drugiej jednak strony: jestem zaskoczony jak wiele ludzi pamięta Lessdress i pierwsze 2 płyty. Nie spodziewałem się tego po 8 latach. To między innymi dlatego nie sięgaliśmy po stare kawałki na koncertach. Trochę mi głupio i postaram się to naprawić.
O współczesnym graniu hard rocka/glamu powiem jeszcze jedno: po różnych wypowiedziach ma się wrażenie, że my zaczęliśmy nagle grać death metal albo jazz. Ja z pewnością nie mam takiego uczucia, że to, co robimy jest tak bardzo różne od tego, co robiliśmy wcześniej. Zawsze chodziło o dużą dawkę energii. O rock and rolla. Tak to po prostu widzimy dziś. Świat się zmienił, my jesteśmy starsi itd.


Jak sobie sięgnę do moich notatek, to widzę, że zaczynałeś od ostrzejszego grania. Wszak Ferrum to już inna para kaloszy, takich bardziej ubłoconych niźli wypucowanych na błysk jak misie-glamisie Lessdress. Mało kto jednak słyszał o tym zespole, a może warto opowiedzieć ten skrawek waszej historii…

Wówczas byliśmy kompletnymi szczylami z ADHD. Owszem, było też dwóch innych członków w kapeli, oprócz mnie i Krzysia, ale nie to powodowało różnicę między Ferrum a Lessdress. Jako Ferrum graliśmy gęsto, kompozycje były barokowe. Kiedy nauczyliśmy się czegokolwiek o komponowaniu muzyki rockowej, zrozumieliśmy, że chcemy iść nieco inną drogą. Wówczas właśnie nastąpiła ewolucja. Z Ferrum najpierw wykruszył się bębniarz, a jakiś czas potem basista (obaj się ożenili). Kompozycje oczyściliśmy ze wszystkiego, co zbędne i wydało się też naturalne, by zmienić nazwę na coś mniej heavy metalowego. Oczywiście nazwy nie da się zmienić ewolucyjnie.

Wygwizdali Ferrum na Metalmanii i w Jarocinie. Nie no, żartuję, ale zbyt dużego zainteresowania Wami ponoć nie było? Czemu Ferrum nie odniosło większych sukcesów? Jak w ogóle wspominasz te dwie wspomniane imprezy?

Ferrum było jak najbardziej dość glamowe. Od samego początku mieliśmy nieprzetłuszczone włosy, byliśmy ładnie ubrani, gładko ogoleni, uśmiechnięci i stanowiliśmy jaskrawy kontrast dla krajowych heavymetalowych (i nie tylko) brudasów. To dlatego właśnie na imprezach heavymetalowych (Metalmania) nas wygwizdywano. Nikt nawet nie czekał wtedy, by usłyszeć jak gramy. W Jarocinie np. profil był szerszy, więc nie było tego problemu. Jak wspominam tamte imprezy? No właśnie tak, że na Metalmanii w ogóle nie powinniśmy się byli znaleźć. To była jedna wielka czarna msza. Mogliśmy z życiem nie ujść. Na scenę leciały różne przedmioty i nie były to bynajmniej majtki i staniki. Butelki, monety, flegmy itp. Jarocin, natomiast, wspominam z rozrzewnieniem. Zwłaszcza po takich doświadczeniach, jak Metalmania. Doświadczenie reakcji publiczności, która była życzliwie neutralna na starcie wydawało się już sukcesem. Wielotysięczny aplauz w nagrodę za danie z siebie maxa, to już kompletna bajka. No i różne inne aspekty tej imprezy: np. fakt, że na widowni w ogóle były dziewczyny... Uwierz mi, że to też sporo zmienia. Zwłaszcza w zajęciach pokoncertowych.

Zachowały się jakieś nagrania Ferrum? Jeśli tak, to może warto by było po latach „wyskoczyć” ponownie z tym materiałem, gdy ludzie w Polsce są już bardziej świadomi, czym „tak zwany Heavy Metal” śmierdzi, czy - jak kto woli - pachnie…

Gdzieś z pewnością istnieją nagrania Ferrum, ale nie mam pojęcia, gdzie dokładnie i sądzę, że byłoby to dziś tylko ciekawostką. Możliwe, że coś z tej epoki wrzucimy na stronę Lessdress, którą wreszcie kończymy.

Wróćmy jednak do Lessdress. Jak na mój gust „Dumblondes” jest bardziej przebojowe niż „Love Industry”, ale większe sukcesy nastąpiły dopiero po tym drugim albumie…

<>Rzeczywiście, porównując dwie pierwsze płyty, „Love Industry” jest nieco mniej przebojowa. Przyznam jednak, że takie różnice wychodzą samoistnie. Kiedy powstaje materiał na płytę nie ocenia się go pod tym kątem. Chcesz po prostu, żeby numery były jak najlepsze, a to nie zawsze oznacza przebojowość.
Nieraz słyszy się, że jakaś kapela nawet nie chciała wsadzić na płytę jakiegoś kawałka, który potem staje się przebojem. Wszyscy wtedy mówią, że przeboje chodzą krętymi ścieżkami i że nie ma na nie przepisu. To bzdura. Przepis jest, a jest nim – trywialność. 9 na 10 hitów, to jakieś banalne dwa akordy (nawet nie trzy) z banalną melodyjką na wierzchu. Tak banalne, że artysta, który chciałby przeważnie pokazać się z jak najlepszej i kreatywnej strony, aż wstydzi się to wsadzić na płytę. Potem okazuje się jednak, że słuchaczowi to nie przeszkadza. Wręcz, im banalniej, tym lepiej. Oryginalność często zmusza słuchacza do wysiłku, którego nie pragnie. Zwłaszcza tzw. Masa, której zbiorowy zachwyt jest niezbędnym warunkiem, aby coś można było nazwać przebojem. Ileż ja piosenek wyrzuciłem do kosza jako niegodne! A to może błąd...

Kupę czasu siedziałeś za granicą. Co tam ciekawego porabiałeś?

To były traumatyczne chwile. Jako ośmiolatek na placówce zostałem wrzucony do londyńskiej szkoły podstawowej. Bez jakiejkolwiek znajomości angielskiego. Dzieci w tym wieku to wredne skurwysyny. Zwłaszcza w Anglii. Biłem się codziennie. Za swoją inność, za honor Polaka, w dowód siły i odwagi. Było jasne, że dopóki nie nauczę się rozumieć i mówić po angielsku, nie zaznam spokoju i nie będę częścią tego świata. Więc nauczyłem się mówić i pisać lepiej od Anglików. Młody wiek i dobry słuch pozwolił mi opanować angielski tak, by nie można mnie było odróżnić w akcencie od rodowitego Londyńczyka. Potem była szkoła średnia w Londynie, a w wieku 15 lat wróciłem do ukochanej Warszawy. W wieku 18 lat wyjechałem ponownie. Tym razem do Waszyngtonu w USA.
Tam zrobiłem maturę (z angielskiego i z literatury angielskiej. Byłem lepszy od jakiegokolwiek znanego mi Amerykanina) i zacząłem studia artystyczne na wydziale grafiki. Tu też założyłem kapelę, z którą występowaliśmy po klubach w okolicy. Nazywała się „Steel Knickers” (knickers – gacie w ang. slangu)
Było w niej 3 amerykanów i ja. Istnieje osobliwy ślad istnienia tej kapeli: angielski „Kerrang” ówcześnie (1984) zamieścił notkę, w której wymieniono dwie dobrze zapowiadające się kapele metalowe ze Stanów (które wtedy uważane były za niezbyt rozwinięte pod tym kątem miejsce na mapie świata): była to Metallica i Steel Knickers. SK nigdy nie nagrał płyty (tylko demo), ale stał się lokalną legendą. Byliśmy u progu podpisania kontraktu z MCA. Niestety nie mogłem go podpisać z wielu powodów: miłość (narzeczona w Wawie, studia (chciałem wracać na warszawskie ASP) i polityka (tata był dyplomatą na placówce i nie wolno mi było pracować i zarabiać). Zrozpaczeni koledzy z kapeli chcieli nawet ze mną jechać do Polski, żeby tylko dalej razem grać. Wybiłem im to z głowy wyjaśniając, że nie mają pojęcia, co to komunizm i że nigdy bym nie mógł ich na to narazić. Dla wolnych Amerykanów to wszystko było niepojęte. Wróciłem do Polski sam. Chwilę później powstało „Ferrum”.


Lessdress jest bardziej znane za granicą niż w Polsce. Jak wyglądała kwestia promocji w latach Waszej świetności? Ostatnio australijska wytwórnia Sun City Records reedytowala „Dumblondes”…

To dla mnie samego jest tajemnicą, jak to się dzieje, że na jakiejś aukcji internetowej w Sao Paulo w Brazylii ktoś kupuje „Love Industry” za 750USD! Przyznam, że zagraniczna sława(!) nie jest efektem żadnych przebiegłych działań promocyjnych. To efekt jakiejś legendy i szeptanka.
Reedycja pierwszego albumu w Australii to też jej efekt. Bardzo fajny zresztą, bo do tego momentu pierwszy materiał istniał tylko jako kaseta...


W którymś wywiadzie powiedziałeś, że polscy artyści nie mają zbyt dobrych podstaw kulturowych, żeby móc czerpać inspiracje do muzyki z własnych korzeni. Dlatego polskie kapele są ponoć wtórne. To mnie zaintrygowało. Nie podobają Ci się polskie ludowe melodyjki? Sądeczoki slyszołeś? Hehe. Wobec tego – muzyka, którą tworzysz też jest wtórna, ale jakoś się tym nie przejmujesz.

Rzeczywiście tak uważam. Dla rocka superistotny, wręcz podstawowy jest rytm. Tymczasem w polskiej tradycji ludowej z trudem można w ogóle znaleźć instrument rytmobijący! Używane są tylko instrumenty szarpane. Jakieś odpowiedniki wiolonczeli czy kontrabasu. Do tego skrzypce i fujarki oraz wokal i koniec. Zobacz, jak wygląda instrumentarium kapeli góralskiej. Nawet tamburynu nie ma...
Sama obecność rytmu niby jest, ale co to za rytm! Umpapa umpapa. Piosenka rockowa na tej bazie byłaby bardzo śmieszna. Jest np. „Kapela ze Wsi Warszawa”. To jest całkiem udana próba czerpania z polskiej muzy ludowej. Jednak, aby zamiar mógł się obronić we współczesnym świecie, musieli dołożyć instrumenty perkusyjne, które są już kompletną fikcją zapożyczoną z Indii czy skądś tam. Zakopower podobnie. W rocku/bluesie wywodzącym się z Afryki mamy do czynienia z odwrotnością polskiej filozofii rytmowej. Tu jest najpierw rytm. W afrykańskiej muzyce ludowej rytm występuje jako wręcz samoistna propozycja. Może nie być nic innego, ale rytm musi być. I jest tu bogactwo rytmów i instrumentów do jego zaznaczania. Dlatego polskie korzenie muzyczne kompletnie kłócą się z muzyką rockową. Nie mogą być dla niej nawet cieniem inspiracji. Próby tego typu kończą się jakimś muzycznym frankensztajnem. Czymś fałszywym i wydumanym. W kwestii wtórności naszej muzyki ja na to patrzę tak: w zasadzie wszystko już zostało powiedziane i wymyślone. Pozostaje poszukać ciekawych i skutecznych inspiracji, aby ewentualnie poszerzyć o te pomysły kanon muzyki hard rockowej.
Nie mówię tu o jakiejś chorej fuzji, bo jak się miesza gatunki, to hard rock bardzo szybko przestaje być hard rockiem. Dodaj do dwóch gitar puzon i po sprawie. Możesz się wtedy legitymować oryginalnością, ale nie hard rockiem. Tak więc szukam inspiracji. Czegoś, czego prawie nie można potem dotknąć, ale można to wyczuć. I to coś wówczas robi różnicę, a jednocześnie nadal mamy do czynienia z hard rockiem. Dla przykładu „Can't be Real” na Sugarfree ma szkielet z rytmu afrykańskich bębnów, tyle że zagrany na bębnach rockowych. „Who's Fucking Who” jest zainspirowane (z wyjątkiem refrenu) muzyką brazylijską (samba czy inna bosa nova). Efekt jest ciekawszy niż ortodoksyjny hard rock zainspirowany ortodoksyjnym hard rockiem. Podobnie „Banging for a Living”. Tu wręcz gra afrykański bęben przez cały numer. Na koniec jeszcze jedno: jak już wspomniałem, hard rock jest dość ciasnym kanonem. Poniekąd wtórność jest weń wpisana i można spojrzeć na to, jak na malarstwo olejne. W malarstwie jest zaledwie kilka tematów. Portret, pejzaż, martwa natura, akt, może abstrakt. Cokolwiek namalujesz, podpadnie pod jedną z tych kategorii. Oryginalności nie oczekuje się w temacie, ale w sposobie malowania. Przecież Van Gogh nie malował niczego oryginalnego. Słynne słoneczniki? Są miliony olejów z roślinami. Jego wielkość wynika ze stylu i sposobu. Podobnie myślę, że jest w muzyce rockowej. Z góry wiadomo, że to będą te same trzy akordy, ale ważne jest, jak TY je czujesz. Jak zagra je ta kapela.


Wkurza Cię, jak polscy metalheads z politowaniem mówią o Was „pudelki”?

Trzeba wiedzieć, że ze wszystkich znanych ras psów, jest jedna, której geny są spokrewnione bliżej niż innych z wilkiem (tym dzikim w lesie). Jest to pudel. A bardziej na serio powiem, że jest mi obojętne, jak nas ci ludzie nazywają. My też się z nich śmiejemy, tylko że z odwrotnych przyczyn. Warto w życiu mieć poczucie humoru i dystans do siebie.

O mały włos doczekaliście się winyla. A może warto powalczyć o to teraz?

Winyl? Hmm. Kto wie. Przyznam, że o tym nie myślałem.

Z czego wynikała Wasza aż ośmioletnia przerwa? Oficjalnie podaje się, że powodem była śmierć Onacika… Co robiliście przez te osiem lat? Odpoczynek od muzyki?

Mieliśmy właśnie nagrane demo z nowym materiałem. Były nawet dwie piosenki po polsku. Nagle dowiadujemy się o śmierci Sławka. Przyznam, że świat wtedy stawiał przed nami takie zapory, że ta wydała się ciosem ostatecznym. Do tego, my w tej kapeli byliśmy i jesteśmy jak bracia. Nie potrafiłem sobie wtedy wyobrazić poszukiwań nowego basisty. Było to gdzieś tam oczywiste, ale odłożyliśmy to na kiedy indziej i zeszło ...8 lat. Ja w tym czasie zająłem się swoim wyuczonym zawodem – grafiką użytkową i komunikacją wizualną.

Główny powód, dla którego się reaktywowaliście?

b>Po ośmiu latach na pomysł reaktywacji wpadł nasz kolega, który do tej pory grał w innych kapelach – Marcin Kurbiel. Reaktywacja zawsze była kwestią czasu, bo my nigdy nie podjęliśmy decyzji, że to koniec.
Uznaliśmy, że potrzeba grania sama wróci i reaktywacja będzie naturalna. Z wewnętrznej potrzeby. I tak było. Fizjologiczna potrzeba grania jest jedyną przyczyną tej reaktywacji. Przecież nikt na nas nie czekał. Nie było do zarobienia pieniędzy na jakiejś trasie czy coś.

Porozmawiamy o sytuacji, w której sprawiłeś, że moje serce zapłakało. Przyjechałam z Łodzi do Warszawy specjalnie na Wasz koncert w Hard Rock Cafe. To było jakoś rok temu. Pamiętam jeszcze, jak w pociągu słuchałam sobie szlagierów z dwóch pierwszych płyt i radowałam jak głupia: „O! To zagrają! O, za pół godziny usłyszę to!”. W HRC jeszcze przed koncertem zagadałam z jakimś kolesiem, który powiedział, że był ostatnio na Lessdress i jest bardzo smutny, bo „nie grają nic ze starych piosenek, tylko „Take The Money”. Sprawdziło się. Paweł, no i co Wy zrobiliście? Czemu tak beznadziejnie okroiliście ten repertuar? Ludzie czekali na te stare numery!

Jak już wspominałem, nie sądziłem nawet, że ktoś pamięta tę kapelę. Dlatego w repertuarze nie powołujemy się na dawne czasy, tylko patrzymy w przyszłość. Chcemy robić nowe rzeczy i tym ścigać się z najlepszymi. Kapela - jako taka - jest w doskonałej formie. Nigdy nie graliśmy lepiej. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Skąd pomysł na „Who’s Fucking Who”? Opowiedz coś o swoim nowym hicie. Muszę przyznać, że ten numer akurat całkiem przypadł mi do gustu.

O muzycznej inspiracji już pisałem, więc dodam, że tekst, czyli treść jest efektem przemyśleń na temat rzeczywistości. Żyjemy w skomplikowanej sieci pozorów, motywów działań i ich skutków. Dzieje się tak między ludźmi, między płciami, na linii człowiek – przyroda i obywatel-państwo. Czy to my uprawiamy zboże, czy to zboże nas uprawia? Czy to ja wyrwałem tę laskę, czy to ona mnie? Wszystko to udało się syntetycznie i rockowo nazwać i postawić jako pytanie. Bynajmniej nie chodzi tylko o seks. Wyszło całkiem wdzięcznie.

Zadebiutowaliście na Rockowisku w Łodzi. Teraz nie ma już tej imprezy, ale nie planujesz może odwiedzić mnie i moich znajomych w tym brzydkim mieście? Albo gdziekolwiek indziej niż w stolicy. Czy chcecie tylko w Warszawie grać?

Oczywiście, że nie chcemy grać tylko w Wawie. Moja żoneczka jest z Łodzi i mam do tego miasta sentyment. Chętnie tam wpadniemy. Pracujemy na razie nad nowymi pieśniami, więc nie gramy specjalnie koncertów, ale to się zmieni na wiosnę. Chcielibyśmy wpaść też na Śląsk, do Małopolski, gdziekolwiek nas zechcą. Największe wyzwanie jest w tym, żeby takie występy odbyły się w jak najlepszych warunkach i brzmiały tak, by dupę urwało.

Na koncercie w HRC było pogo, metale, przypadkowi klienci i zero tapirów czy obcisłych świecących gaci. Myślisz, że ludzie czają muzyczkę Lessdress?

Myślę i mam nadzieję, że tak. Ona jest tak pomyślana, że powinna dawać rajc na różnych poziomach. To cały cud udanej muzyki przystępnej dla słuchacza. Z jednej strony jest na tyle przystępna, że nie odpycha, z drugiej jednak nosi w sobie coś wyjątkowego i oryginalnego, co można dostać tylko od tej jednej kapeli.

Powiedz no Pawle szczerze – gracie teraz tak, jak: a) ludzie od Was tego oczekują, czy b) tak, jak Wy tego naprawdę chcecie? Wszystkie znaki na niebie mówią mi, że odpowiedzią poprawną jest a)…

Już sporo o tym było, więc powiem tylko, że gramy tak, abyśmy MY w pierwszej kolejności mieli ciarki na plecach. Inne różnice wynikają z tego, że minęło sporo czasu. Świat poszedł dalej. Trudno udawać, że nie było Seattle, że dzieci mordują i gwałcą. Zespół Slipknot miał swój dzień w MTV. Zaraz będzie miał przebój. Nie wypada śpiewać tylko o dziewczynach i balangach...

Zarzekałeś się ostatnio, że niedługo zadziała Wasza strona. A tu zmian, ni widu, ni słychu. Jak się wytłumaczysz?

Strona już kończy swoje powstawanie. Na prawdę. Nie jesteśmy rzeczywiście zbyt gwałtowni, ale też nie odpuszczamy.

Na koniec takie wkurzające pytanie, które zadają wszyscy dziennikarze w szablonowych wywiadach: co z Wami dalej, drodzy hard rockowcy z Lessdress?

Jak zawsze, planujemy podbój świata. Powstaje nowy materiał. Jest bardzo obiecujący. Będzie ciekawą mieszaniną czegoś ciężkiego i właśnie glamu. Jak wspominałem, kapela jest w świetnej formie. Jesteśmy rozegrani, ja estem „rozśpiewany”. To zupełnie inny etap, niż „Sugarfree”. Melodii nie zabraknie.
Mam podstawy, by sądzić, że będzie to najlepsza nasza płyta. Zresztą bez takiego założenia nie warto zaczynać pracy.


Dzięki za poświęcony czas. Mam nadzieję, że coś wskóram tym wywiadem! Jakieś kolejne „Dumblondes” w przyszłości! Hehe… Wysłuchaj nas Panie.

Martyna „AC” Palmowska
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
**ORDER OV RIVEN CATHEDRALS **
- Gobekli Tapes


**PRO-CREATION**
- Noli me tangere


**SHADOWKEEP**
- ShadowKeep


**RAPHEUMETS WELL**
- Enders Door


**C4**
- Next Issue Of The Rotten World


**DEMONIC OBEDIENCE**
- Fatalistic Uprisal Of Abhorrent Creation

**NECRO**
- Toothless Zombie

**CRAWL
- Rituals

**DENOUNCEMENT PYRE**
- Black Sun Unbound

**AUTARCIE
- Sequania

**CORRUPTION
- Ruin Of A Man

**DOWN AMONG THE DEAD MEN
- ...And You Will Obey Me

**NECRO
- Chwalcie potęgę pieniądza

**ALMANAC
- Kingslayer

**EXTERMINATION TEMPLE
- Lifeless Forms

** DEVANGELIC
- Phlegethon

** Ivan MILADINOV
- Soul Finder

** SUBTERFUGE
- Projections From The Past

** DOWN TO HEAVEN
- Level -1

** DEADLY CARNAGE
- Through The Void, Above The Suns

** EGOISTIC
- SuperEgo


więcej recenzji
**** INTERNAL QUIET ****


***** THUNDERWAR *****


****** JITTERFLOW ******


******* WAR-SAW *******


*** DORMANT DISSIDENT **


*** MARTYRDOOM
*** GRIN
*** WATCH OUT STAMPEDE
*** CLOSTERKELLER
*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
***GOMOR
+ Penerra
- New York/ Łódź


***DIAMOND HEAD
+ Blinding Sparks
+ Internal Quiet
- Hydrozagadka/ Warszawa


***POWERWOLF
+ Amaranthe
+ Kissin' Dynamite
- Progresja/ Warszawa


*** PRIMAL FEAR
+ RIOT V
+ Existance
- Nova Chmelnice/ Praga


*** VADER
+ MARDUK
+ Arkona
+ Insidius
- Progresja/ Warszawa


*** Uwolnić Muzykę VII
- Środa Śląska

*** Headbangers Open Air 2018
- Brande-Hörnerkirchen/ Niemcy

*** IRON MAIDEN
+ Killswitch Engage
- Waldbühne/ Berlin

*** Rock&Rose Fest 2018
+ Exumer
+ Decapitated
+ Wolf Spider
+ Alastor
- Leash Eye
- Totem
- Kutno

*** MARDUK
+ Infernal War
+ Arkona
- U Bazyla/ Poznań

*** SEPULTURA
+ Obscura
+ Goatwhore
+ Fit For An Autopsy
- Proxima/ Warszawa

*** FURIA
+ Thaw
+ Sacrilegium
+ Licho
- Progresja/ Warszawa

*** NEUOBERSCHLESIEN
+ Transgresja
- Proxima/ Warszawa

*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

*** W.A.S.P.
+ GATE Crasher
- Sportovni Hala/ Hluk

*** ICED EARTH
+ Freedom Call
+ Metaprism
- Festsaal/ Berlin

*** MASTODON
+ Russian Circles
- Progresja/ Warszawa

*** SABATON
+ Accept
+ Twilight Force
- Torwar/ Warszawa

więcej relacji
*** Będziesz smażyć się w piekle


*** Hammer Of The Gods


*** Motorhead w studio


*** Hellbent For Cooking. The Heavy Metal Cookbook

*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  30,772,240 unikalne wizyty  Top Top