AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » HAMMERCULT - Built For War (2015 Steamhammer)
HAMMERCULT - Built For War (2015 Steamhammer)
01. From Parts Unknown (Intro) 01:40
02. Rise of the Hammer 04:09
03. I Live for This Shit 03:54
04. Spoils of War 02:28
05. Ready to Roll 02:43
06. Raise Some Hell 03:12
07. Blackened Blade 03:44
08. Let It Roar 03:30
09. Ode to Ares (Interlude) 01:26
10. Altar of Pain 03:44
11. Blood and Fire 03:17
12. Saturday Night Circle Pit Fight 03:15
13. Road to Hell 03:42




Skład:
Yakir Shochat (wokal)
Guy Ben David (gitara)
Yuval Kramer (gitara)
Elad Manor (bas)
Maayan Henik (perkusja)



Kłamałbym, gdybym twierdził, że znam izraelską scenę metalową. Owszem, od czasu do czasu trafiają do moich uszu dźwięki produkowane nad Morzem Martwym, ale nie ma ich zbyt wiele, dlatego w dalszym ciągu każdy metalowy band z Izraela stanowi dla mnie swego rodzaju niespodziankę.

Podobnie jest w przypadku zespołu Hammercult. Jego nazwa nie obiła mi się jakoś wcześniej o uszy, chociaż kapela to wcale nie taka znów nowa. Swoją działalność rozpoczęła w 2010 roku i przed omawianym albumem stworzyła wcześniej dwa krążki: „Anthems Of The Damned” (2012) i „Steelcrusher” (2014). Ja już trochę żałuję, że nie miałem okazji spotkać się z muzyką grupy, bo jeśli wcześniej grali tak, jak na nowym krążku, to oznacza, że przeszły mi koło nosa świetne albumy.

Muzyka Izraelczyków powstała w wyniku połączenia trzech stylów muzycznych: heavy, thrash i speed metalu. Na liczącym sobie aż trzynaście kawałków albumie „Built For War” zespół nawet na chwilę (z wyjątkiem symfonicznego intro „From Parts Unknown” i interludium „Ode To Area”) nie zwalnia tempa. Od pierwszego, pełnego numeru „Rise Of The Hammer” po zamykający płytę „Road To Hell”, nie ma szans na odpoczynek, nie ma szansy, by złapać oddech, by chwilę odpocząć, podkręcone już na samym początku do samego maksimum tempo nie zmienia się do samego końca. Z głośników wylewa się fantastyczna, ostra muzyka, a jej energia wzmacniana jest świetnymi, wpadającymi w ucho melodiami. Skrzek wokalisty przypomina trochę mistrza Millie z Kreatora („Altar Of Pain”), gitarzyści wymiatają momentami niczym wyścigowcy z Dragonforce. Ostre jak żyletki riffy, wzmacniane są krótkimi zwykle, ale treściwymi solówkami. Świetnie nagłośniona, bardzo wyraźna perkusja (świetne stopy) nie tylko wyznacza tempo, ale całkiem sprawnie potrafi całkiem nieźle namieszać, wzbogacając prostą konstrukcję utworów.

Nie jestem w stanie wyróżnić żadnego utworu, bo wszystkie są świetne, wszystkie energetyczne, wszystkie z wpadającą w ucho melodią, wszystkie ze świetną solówką, ostrym riffem i kapitalnym wokalem Yakira.

Chociaż zazwyczaj lubię krótkie płyty, tym razem było mi zdecydowanie za mało. Mimo pewnej powtarzalności, schematyczności i jednostajnego tempa, jest w tej muzyce coś tak fantastycznego, że byłem bardzo zaskoczony, kiedy płyta się nagle skończyła. Było mi zdecydowanie za mało, koniec pojawił się trochę za wcześnie. Na szczęście, zawsze można włączyć ją raz jeszcze. Co natychmiast czynię…

9/10
Ray

HAMMERCULT

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  34,593,447 unikalne wizyty  Top Top