AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 23.10.2017

- DYING FETUS
- PSYCROPTIC
- BEYOND CREATION
- DISENTOMB

+ Poznań / U Bazyla



= 26.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Poznań / Blue Note



= 26.10.2017

- HUNTER

+ Świdnica



= 27.10.2017

- ELUVEITIE
- AMARANTHE
- THE CHARM THE FURY

+ Warszawa / Progresja



= 27.10.2017

- HELLISH CROSSFIRE
- RAGING DEATH
- GALLOWER

+ Chorzów / Red & Black



= 27.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Wrocław / Pralnia



= 27.10.2017

- HUNTER

+ Wrocław



= 28.10.2017

- AIRBOURNE

+ Wrocław / A2



= 28.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Warszawa / Proxima



= 29.10.2017

- HUNTER

+ Łódź
































































Nawigacja
Artykuły » Relacje - 2017 » 2017.05.07 - CLOSTERKELLER, Dark Juliette - Lizard King/ Toruń
2017.05.07 - CLOSTERKELLER, Dark Juliette - Lizard King/ Toruń


Na krawędzi

Na drugie w odstępie miesiąca spotkanie z Closterkellerem wybrałem się tym razem do Torunia. Wiosna w tym roku za bardzo nas nie rozpieszcza, przeważają chłodne, ponure dni. Prognoza na siódmy dzień maja niestety nie zachęcała do wyjazdu, to jednak nie dopuszczałem myśli o rezygnacji z kolejnego spotkania z Anją i jej kapelą. Tym bardziej, że bilety nabyłem kilka dni wcześniej w jednym z bydgoskich salonów sieci Empik. Poza tym, planowałem wywiad z charyzmatyczną wokalistką, co dodatkowo potęgowało wewnętrzne napięcie i emocjonalne podrażnienie niżej podpisanego.

Pomimo niesprzyjającej aury, w dobrych humorach, wraz z córcią Oliwią i jej koleżanką z klasy i przyjaciółką zarazem – Natalką – punktualnie o 17.00 opuszczaliśmy zapłakaną deszczem Bydgoszcz, kierując się autobusem PKS-u do zimnego i równie dżdżystego tego dnia Torunia. Miasto Kopernika przywitało nas delikatnym, zanikającym kapuśniaczkiem i stalowymi chmurami. Kilkunastominutowy spacer po starówce, połączony z fotografowaniem (to pasja Oliwii) co piękniejszych budowli i zabytków, doprowadził nas pod klub – Lizard King, w którym właśnie miała odbyć się nasza docelowa impreza. Jego wnętrze, a zwłaszcza „balkonowe” pięterko (tego dnia niestety niedostępne dla publiczności) bez mała oczarowało naszą trójkę. Do klubu wchodziliśmy jako jedni z pierwszych (równo o 18-tej). Momentalnie dostrzegłem stojącą pod sceną, mocno zakłopotaną Anję! Od razu zagadnąłem ją. Zatroskanie liderki zespołu zdawało się być uzasadnione... Na scenie zastaliśmy rozstawiony cały sprzęt grupy, zaś obok, w takiej fajnej, ale ogólnodostępnej wnęce znajdowały się różne torby i rzeczy muzyków. Nie było komu tego całego dobytku pilnować, żadnej ochrony, żadnego technicznego... menedżerka kapeli ustawiona przy wejściu wpuszczała przybyłą publikę, sprzedając w razie potrzeby także bilety. Czyli miała zdecydowanie określone zajęcie... Chłopacy z zespołu zwinęli się w najlepsze i poszli na miasto. Już miałem zapytać Ankę, co z naszym planowanym wywiadem, kiedy usłyszałem z jej ust prośbę: czy nie moglibyśmy popilnować tego dobytku, aż do powrotu chłopaków... gdyż ona chciałaby pójść się umalować. Pozostaliśmy zatem na straży przez niemal godzinę. W tym czasie „moje” panny zajęły miejsce przy jednym z najbliżej sceny usytuowanych stolików. Po chwili pojawił się w klubie mój dobry kolega Michał („Moonfire” z czasów puremetalowych, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam). W jego towarzystwie czas upływał bardzo szybko, tym bardziej, że przed 18.30 dołączyli do nas muzycy Dark Juliette, supportu występującego tego dnia przed Closterkellerem. Byłem bardzo ciekaw, jak się zaprezentują ze swym nietypowym, bo akustycznym repertuarem. Z każdą upływającą minutą docierało do mnie, że planowanego wywiadu z Anią tego dnia nie zrealizuję. Wokalistka już nie wyszła, bo jakaś „mądrala” ją zatrzymała. Cóż, jakaś babka z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przyszła i zajęła liderce sporo czasu, podsuwając przy okazji do podpisania kilkadziesiąt pamiątek dla swoich podopiecznych w jakimś tam ośrodku. O tym wszystkim dowiedziałem się już po koncercie, ale nie uprzedzajmy biegu wydarzeń.

Punktualnie o 19-tej Julia Widlińska wraz z trójką towarzyszących jej muzyków (Andrzej i Darek – gitary oraz Mateusz – bas) rozpoczęli swój 35-minutowy występ. Okazało się, że grupa istnieje od... trzech tygodni, a skład z dnia ich scenicznego debiutu (przypadającego właśnie na siódmego maja) gra ze sobą raptem tydzień. Jak na takie „bojowe” warunki mili torunianie zaprezentowali się całkiem sympatycznie. Zagrali „Pieśń bez słów” z repertuaru zespołu, w którym Julia wcześniej śpiewała - Alauda Arvensis, a następnie autorski utwór wokalistki, zatytułowany „Otulona martwą ciszą” oraz kilka specjalnie opracowanych i przygotowanych na tę okazję coverów (między innymi z repertuaru O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”, Kata „Łza dla cieniów minionych” czy Maanamu „Szare miraże”, zaś na zakończenie jeden numer z repertuaru Theriona, mianowicie „Lemuria” zaśpiewany po angielsku). Julia wspaniale czarowała swym mocnym, pewnym, doniosłym głosem, zaś panowie dzielnie jej akompaniowali. Oczywiście cały swój występ muzycy dali na siedząco. Publiczność przyjęła Dark Juliette naprawdę ciepło.

Po krótkiej przerwie na scenicznym podwyższeniu zjawiła się ekipa Closterkellera. Panowie szybko podłączyli się ze swoimi instrumentami... i można było zaczynać. W końcu z pięterka klubowego zeszła Anja, ubrana w piękną, długą czarno – fioletową suknię. Zaczęli od trzech mocnych „strzałów” z dość odległej przeszłości. „To on - znowu następny” wypadł nieco dziwnie, kolejne zaś „Śniło” i „Violette” już bez zarzutu. Przyzwoite brzmienie (nagłośnienie) pozwalało delektować się tymi jakże wspaniałymi kompozycjami. Po nich grupa przeszła do prezentacji trzech nowszych utworów, które powinny trafić na długo oczekiwany, nowy album. Nagłej poprawie uległo przy tym i tak w sumie niezłe „ustawienie” perkusji i basu. Niestety przy okazji ucierpiały na tym klawisze Rolla i gitara Jaro. W związku z tym odbiór odbiór dwóch następujących po sobie numerów stał się mocno... zubożony. W czym rzecz? Już wyjawiam. Kompletnie nie słychać było (zniknęła niczym ręką odjął) piękna partia gitary (solówka) w utworze „Pokój tylko mój”. Wyobraźcie sobie, Mili Czytelnicy, że Anja zaczyna śpiewać fragment od słów: „grafitowy i tylko mój...” i nie towarzyszy jej gitara, nie ma żadnego słyszalnego podkładu solowego! I tak właśnie wydarzyło się w Toruniu... Nieee, Michał nie zaspał, wręcz przeciwnie – ciosał swoje partie, ale jego gitara nie przebijała się absolutnie. Podobnie rzecz miała się z kolejnym nagraniem, jakim okazała się „Marcja”. Rollo ma w niej znaczący udział, jego klawisze dodają niezbędnego kolorytu i ubogacają ten utwór... Tym razem nie przebijały się... skutecznie zagłuszane przez bas... Nie muszę dodawać, że oba wspomniane kawałki mocno straciły na wyrazistości i niezbędnym uroku. Sytuacja unormowała się dopiero przy kolejnej kompozycji, mianowicie „Studni tajemnic”, ładnie zaśpiewanej przez Anję i dobrze poprowadzonej przez gitarę Jaro. Przy okazji muszę nadmienić, że wokalistka miała tego wieczoru sporo problemów (czy aby tylko z odsłuchem?) i wydawała się albo za bardzo rozkojarzona, albo za mało / nie do końca skoncentrowana (i pewna siebie) na scenie. Z czego to wynikało? Nie dociekałem. Czy tylko mnie wydawało się, że liderka sprawiała wrażenie zagubionej (bo raczej nie przemęczonej)? Zresztą Anja w pewnym momencie sama wyczuła, że coś jest nie tak, że coś… „nie halo”. Po „Studni...” wybrzmiały i tu trzeba jasno powiedzieć i podkreślić NAJLEPSZE nie tylko podczas koncertu w Toruniu, ale chyba też podczas całej trasy dwa kawałki z „Aurum”: „Ogród półcieni” i „Matka”, znakomite i perfekcyjnie, z dużym wyczuciem i uczuciem odegrane i zaśpiewane.

Wraz ze wspomnianymi hitami z przepięknej „Aurum” w Anję wstąpiły nowe siły, wrócił luz i pewność siebie. Wokalistka coraz chętniej i coraz więcej opowiadała o „nowych”, przygotowywanych na nowy album utworach. Korzystne wrażenie – zwłaszcza od strony instrumentalnej – sprawiała „Kolorowa Magdalena”. W pokoncertowej rozmowie Anja wyznała, że najprawdopodobniej ten właśnie numer zostanie wybrany na singla, promującego zbliżający się album. Z kolei „Różowe rozmówki” zostały (ciekawe na jak długo) przemianowane naaaaa... „Marzonka” (przyznacie, trochę dziwnie brzmiący tytuł). Jak dotąd nie przekonałem się do tego nagrania, a toruński koncert nie zmienił mojego nastawienia. Wykrzyczany niemiłosiernie, zwłaszcza w samej końcówce „To albo To” (zadziwiające, że takie wykonanie bardzo spodobało się publice!) rozpoczynał mocniejszy fragment występu grupy. Do kolejnej nowej, ba najnowszej, bo tegorocznej kompozycji Anja uczyniła bardzo długie, emocjonalne... patriotyczne wprowadzenie. „Matka Ojczyzna” nie porwała mniej w takim samym wymiarze, jak podczas bydgoskiego koncertu, ale z całą pewnością stanowić będzie mocny punkt nadchodzącego krążka. Podobnie rzecz dotyczyła mrocznego „Nero”, przekonująco wykrzyczanego przez wokalistkę, które również nie przyspieszyło - niżej podpisanemu - bicia serca... Zupełnie inaczej, w sensie lepiej, odebrałem iście nawiedzoną (cóż za szalone klawiszowe akcje Rolla!) wersję „Tyziphone”. Dla mnie bomba i obok utworów z „Aurum” najmocniejszy punkt występu Closterkellera. Zdecydowanie ostrzej wykonana „Agnieszka” oraz dość długo zapowiadany ostatni utwór zasadniczej części koncertu („Pora iść już drogi mój”) mogły się podobać coraz żywiej reagującej publice, która w ilości 150 - 200 osób stawiła się w Lizard King klubie i przez większą część imprezy spokojnie siedziała przy stolikach, lub stała za nimi, delektując się muzyką. Sporadycznie... hmm – nie licząc „popisów” dwóch podchmielonych kolesi – kilka dziewczyn nieśmiało próbowało nieco poruszać się w rytm muzyki grupy. W ten oto sposób minęło półtorej godziny z Closterkellerem.

Na bisy czekaliśmy nie dłużej niż minutę! Tak krótka przerwa zapewne spowodowana była faktem, że impreza musiała się (przynajmniej część oficjalna) skończyć do godziny 22.00. Grupa sprężyła się, dlatego widownia została uraczona jeszcze czterema numerami! Na pierwszy ogień poszedł żwawy, energiczny „Król jest nagi”. Zaraz po nim całkiem sympatycznie wybrzmiała „Władza”. Podczas wykonania tego utworu wyraźnie ożywiła się publika. Zespół chyba wyczuł przepływające fluidy i poszedł za ciosem, serwując miłą balladę „Scarlett”. Niestety... okazała się on po prostu totalną wtopą. Przykro mi to pisać, ale grupa powinna jak najszybciej zapomnieć o swoim wykonaniu, pogubiła się w nim zwłaszcza (i to parokrotnie) Anka, która wokalnie położyła zupełnie ten jakże duży, radiowy przebój (zapominała tekst, nie zawsze we właściwym momencie wchodziła z wokalem, nawet zafałszowała). Kiepskie wykonanie nie wpłynęło absolutnie na publikę, która bardzo ochoczo wyszła zza stolików i zaczęła się bawić i tańczyć. „Moje panny” też „nie wytrzymały” i poszły pod scenę w pląsy. W finale usłyszeliśmy sympatycznie zagrany (na gitarze przez mocno przeziębionego Michała, którego od połowy wsparł na klawiszach Rollo) i zaśpiewany „Czas komety”, który nieco zmazał bardzo niefajne wrażenie ze „Szkarłatu”.

Pomimo paru wpadek, zdecydowana większość zebranej publiczności zdawała się być w pełni zadowolona z closterkellerowego koncertu. Tylko jeden malkontent kręcił głową niepocieszony... gdyż czegoś wyraźnie mu zabrakło tegoż wieczoru... Tak, mam tu siebie na uwadze. Nie potrafiłem zrozumieć jednego... dlaczego z koncertowej setlisty wypadł najlepszy (zdaniem niżej podpisanego) utwór zespołu z ostatnich dwóch płyt, mianowicie ciężki, mroczny... „Kręgi czerwone”. Tuż po występie podszedłem i pogratulowałem dobrej roboty Olkowi i Adamowi, którzy kręcili się akurat przy wspomnianej na początku relacji wnęce. Momentalnie zapytałem Olka o ten pominięty killer... Odparł krótko... szefowa zdecydowała... i mam ją zapytać. Oczywiście nie zamierzałem odpuszczać.

Koncert zakończył się dokładnie o godzinie 22.00. Anja szybko zniknęła ze sceny (poszła do garderoby), zaś wokół niej kręcili się jeszcze chłopacy. Natalia z Oliwią skrzętnie to wykorzystały... wyciągając kolejno muzyków do wspólnych zdjęć. Jako, że dla Nati był to pierwszy koncert Closterkellera – postanowiła zebrać autografy od wszystkich muzyków, co jej się powiodło, zaś podebrany jej tatusiowi egzemplarz płyty „Aurum” pokrył się wartościowymi podpisami. Szybko, gdyż po piętnastu minutach Anka zeszła do fanów. Był to czas dla nich na wspólne zdjęcia i autografy. W pewnym momencie szefowa kapeli dostrzegła mnie stojącego przy stoliku... i skinęła głową na mnie... Anja przypomniała sobie o... wywiadzie i przepraszała, że tak wyszło! Było mi miło, że pamiętała... tym bardziej, że nie zdążyliśmy tego dnia w ogóle o nim (wywiadzie) porozmawiać. Niestety, czasu na dłuższą rozmowę już nie pozostało zbyt wiele, gdyż musiałem zdążyć z powierzonymi mojej opiece dziewczętami na pociąg – na dworzec Toruń Główny na godzinę 23.00. Ania zaproponowała, bym podesłał jej pytania do wywiadu mailem. Zgodziłem się... Ostatnie piętnaście minut naszego pobytu w Lizard King upłynęło w bardzo miłej atmosferze... na swobodnej, sympatycznej rozmowie z Anją. Nie omieszkałem przy okazji zapytać ją o brak w setliście „Kręgów czerwonych”. Czarna Dama wyjaśniła, że ten utwór w tym składzie się... wypalił... w tym sensie, że jest za dobry i zbyt dobry, by go nadal próbowali grać... że muszą go sobie na jakiś czas odpuścić. Zrozumiałem, że nie potrafią go należycie zagrać... i nie chcą go kaleczyć, czy jak stwierdziła sama Ania „sprofanować”. OK, ale trochę było mi szkoda. Poruszyliśmy jeszcze jeden wątek... który jak się okazało „nieco” poróżnił Anję i Zuzę... jakiś dłuższy czas po tym, jak gitarzystka opuściła kapelę. Ale tę kwestię pozostawię dla siebie... proszę zatem o wybaczenie.

Pożegnawszy towarzystwo udaliśmy się wraz z moim kolegą Michałem w kierunku dworca. Ponieważ zostało nam dwadzieścia minut do pociągu, postanowiliśmy nie ryzykować jazdy miejskim autobusem (o ile takowy jeszcze by w niedzielę pojechał) i zdecydowaliśmy się przebyć tę drogę taryfą. Droga powrotna minęła nam tak szybko, że około północy mogliśmy już cieszyć się domowym ciepełkiem. Dziewczyny były bardzo zadowolone tak z samego koncertu, jak też z całej otoczki. Oliwia wykonała kilkaset fotek, zaś Natalka poznała muzyków i zebrała od wszystkich autografy. Gorzej było z emerytowanym miłośnikiem ciężkich brzmień... tak, mam tu na uwadze swoją nieskromną osobę... Wracałem z dużym mętlikiem w głowie... i wcale tego nie skrywałem, gdyż to nie był najlepszy występ Closterkellera. Przez kolejne dni też targały mną mieszane odczucia. Miałem masę przemyśleń... Moim zdaniem Closterkeller przeżywa obecnie trudne chwile. Wprawdzie skład się ustabilizował, a od roku ponownie się zgrywa i szlifuje formę. Na scenie dziś wychodzi to różnie. Zdarzają się gorsze momenty, kiedy słychać, że formacja nierówno gra, że coś tam jeszcze nie idzie jak należy. Można zrozumieć i wybaczyć pewne niedociągnięcia najmłodszemu stażem w kapeli Michałowi, który najwięcej musi się nauczyć, z racji choćby najkrótszego doświadczenia i mniejszej niż pozostali znajomości utworów, wiele kompozycji musi opanować i nauczyć należycie grać. To normalne i oczywiste. Zastanawia jednak pewna niedyspozycja Anji, o której wyżej wspomniałem. Cierpi na tym sceniczny wizerunek grupy, która dość niespodziewanie zaczyna balansować na krawędzi… znaczy się na granicy dobrego smaku. Nie przystoi to zespołowi z takim stażem i o takiej renomie. Piszę te słowa nie dlatego, by kapeli dowalić, broń Boże! Po prostu martwię się i zasmucam… Mam nadzieję, że Anja się o to na mnie nie obrazi. Ale z drugiej strony każdy ma prawo do gorszego dnia. Tym bardziej, że miałem w pamięci koncert bydgoski, zagrany trzy i pół tygodnia wcześniej, gdzie i owszem kilka pomyłek się przytrafiło, ale całościowo kapela zaprezentowała się zdecydowanie korzystniej. A nowsze i najnowsze numery wybrzmiały przynajmniej dobrze, na tyle dobrze, bym z całą świadomością mógł powiedzieć, że nie odstawały od uznanych hitów. Niestety, w Toruniu dysproporcje były większe, zaś Anja więcej krzyczała niż śpiewała. Z kompozycji, które mają trafić na nowy album, obroniły się podczas tego majowego wieczoru, MOIM ZDANIEM, tylko dwie: „Król jest nagi” i „Studnia tajemnic”. Ze starszego repertuaru bardzo przypadły mi do gustu wykonania: „Violette”, „Śniło”, „Ogrodu półcieni”, „Matki” i „Władzy” oraz „Tiziphone”. Do niewątpliwych plusów zaliczyć mogę świetną grę Olka. Jego bas po prostu rządził! Olka zresztą chyba trochę ciągnie ku mocniejszemu graniu, bardziej metalowemu. To był jego koncert! Brawo! Adam też wypadł znakomicie, znacznie lepiej niż w Bydgoszczy, kilka razy popisał się fajnymi (efektownymi) zagraniami i przejściami między utworami. Wizualnie bardzo dobrze zaprezentował się całkiem ruchliwy (na miarę możliwości obsługiwania klawiszy) Michał Rollinger, widać było, że cieszy go sama gra. Jaro zaś walczył głównie z przeziębieniem... O Ani już wystarczająco wiele powiedziałem. Tak czy inaczej... mam wciąż nadzieję, że formacja spręży się i przyłoży należycie podczas sesji i jesienią będziemy cieszyć się z kolejnej DOBREJ płyty Closterkellera. Mocno trzymam za Was kciuki i wierzę, że podołacie. No i na koniec mojego przydługiego wywodu jeszcze taka luźna refleksja... otóż dwaj najmłodsi closterkellerowcy wpadli w oczy dwóm najmłodszym uczestniczkom toruńskiego koncertu. Ale który oczarował którą... tego już nie zamierzam wyjawiać :) Aaaaa, nieee, jeszcze nie skończyłem. Byłbym zapomniał… Jak już zostanę marszałkiem województwa kujawsko – pomorskiego to przeniosę obiekt, w którym mieści się Lizard King z Torunia do Bydgoszczy! Nieee, no żartowałem oczywiście, ale bardzo fajny to lokal i świetne miejsce na klubowe koncerty. Na pewno jeszcze tu wrócę, myślę, że zespół Closterkeller też.

Tomasz Woźniak
Zdjęcia: Oliwia Woźniak


Setlista Closterkeller:
To on - znowu następny
Śniło
Violette
Pokój tylko mój
Marcja
Studnia Tajemnic
Ogród Półcieni
Matka
Kolorowa Magdalena
Marzonka
To albo To
Matka Ojczyzna
Nero
Tyziphone
Agnieszka
Pora iść już drogi mój

Bisy:
Król jest nagi
Władza
Scarlett
Czas komety

Skład zespołu:
Anja Orthodox - wokal
Michał "Rollo" Rollinger - instrumenty klawiszowe
Michał "Jaro" Jarominek - gitara
Olo Gruszka - gitara basowa
Adam "Najman" Najman - perkusja



CLOSTERKELLER na stronie METAL MUNDUS:
Recenzje:
- "Blue" - recenzja - link
- "Viridian" - recenzja - link
- "ReScarlet" - recenzja - link
- "Act III - Live 2003" - recenzja - link

**********
Relacje z koncertów:
- 01.10.2017 - Czarny Spichrz/ Włocławek - relacja z koncertu - link
- 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - relacja z koncertu - link
- 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - relacja z koncertu - link

**********
Wywiady:
- Michał "Jaro" Jarominek - wywiad - link
- Olek Gruszka - wywiad w magazynie Metal Up! nr 1 - link

**********
Artykuły:
- "Czerniejąca magma" - artykuł - link

**********
Zdjęcia CLOSTERKELLER w galerii METAL MUNDUS:
- koncert: 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - link
- koncert: 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - link
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU























** CLOSTERKELLER **
- Blue


** MORPHOSYS **
- The Saw Is Family


** PARADISE LOST **
- Medusa


** BESATT **
- Tempus Apocalypsis

** CLOSTERKELLER
- Viridian

** ORDEN OGAN
- Gunmen

** MANILLA ROAD
- Voyager

** ICED EARTH
- Incorruptible

** ACCEPT
- The Rise Of Chaos

** DEATHTALE
- Apocalyptic Deadline

** SILESIAN BUTCHERS COMPILATION
- vol. V

** CRÉATURES
- Le Noir Village

** SKÓRA ŚWIATA
- Skóra świata

** MORTUUS CAELUM
- Ad Libertatem Per Mortem

** ANTHRAX
- Among The Living

** KRV
- Ograma

** ALESTORM
- No Grave But the Sea


więcej recenzji
********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


***** CLOSTERKELLER *****


*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** AIR RAID
+ Savager
+ Stormer
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Pampeluna
- Czarny Spichrz/ Włocławek


*** SUMMER DYING LOUD
+ Sodom
+ Unleashed
+ Wolfheart
+ i inni
- Aleksandrów Łódzki


*** ROCK & ROSE FESTIVAL
+ Kat & Roman Kostrzewski
+ Alastor
+ Dragon
+ Gomor
- Kutno


*** HEADBANGERS OPEN AIR
- Brande/ Niemcy


*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Warszawa


*** QTNOIZZ FEST
+ Iron Maiden Tribute Band
+ Hunter
+ Nocny Kochanek
+Acid Drinkers
+Siq
- Kutnowianka/ Kutno


*** NIGHT DEMON
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Dark Juliette
- Lizard King/ Toruń


*** KREATOR
+ Sepultura
+ Soilwork
+ Aborted
- Progresja/ Warszawa


więcej relacji
*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


*** Ozzy bez cenzury


*** Głos z ciemności



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  25,278,333 unikalne wizyty  Top Top