AGENCJA METAL MUNDUS


= 29.06.2017

- NUCLEAR
- CONFLICTED
- TERRORDOME
- MAGGOTH

+ Kraków/ Klub Zaścianek


= 30.06.2017

- NUCLEAR HOLOCAUST
- NO SALVATION
- POSTHUMOUS

+ Olkusz / Pub Koneser





















































Nawigacja
Artykuły » Wywiady - 2017 » GRIN [Krzysztof "Dziadek" Dobrowolski]
GRIN [Krzysztof "Dziadek" Dobrowolski]


Pod koniec 2016 roku dostałem do zrecenzowania materiał polskiego zespołu death metalowego GRIN. Była to samodzielnie wydana płyta, na której znalazły się tylko cztery utwory. Ponieważ sama nazwa zespołu obiła mi się kiedyś o uszy, ale nie miałem okazji posłuchać muzyki, dlatego z wielką chęcią włożyłem krążek do odtwarzacza i… przeżyłem całkiem spory szok. Bo wiedziałem z doświadczenia, że polskie zespoły death metalowe grać potrafią, ale takie grupy, które potrafią zmierzyć się z trudną, techniczną odmianą tego gatunku, znaleźć jest niezwykle trudno. Nie mogłem sobie zatem odmówić przyjemności porozmawiania z zespołem. Na moje pytania odpowiedział gitarzysta grupy - Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski.




Muszę się przyznać, że bardzo mnie zaskoczył wasz mini albumu. Pozytywnie zaskoczył. Znalazł się na nim techniczny death metal prawdziwie najwyższej próby. Zatem serdecznie gratuluję i od razu zapytam, dlaczego wybraliście death metal i to jeszcze w jego najtrudniejszej odmianie?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Witaj! Bardzo miło czytać takie słowa na temat własnej twórczości. Dlaczego death metal? Cóż, tak naprawdę, gdy zakładaliśmy Grin w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, nikt z nas nie zastanawiał się nad tym, czy to ma być death, thrash, czy jakaś inna pochodna muzyki metalowej. Grin, jak wiesz, powstał na gruzach innej sopockiej formacji Major Smiss i był (jest) niejako jego kontynuacją. Muzyka, jaką graliśmy wówczas uległa dość sporej transformacji. Zresztą, cały czas próbujemy się rozwijać, iść z duchem czasu. Z dźwięków iście thrashowych zaczęliśmy trochę bardziej „kombinować” w stronę tzw. techno thrashu, dużo było w tym Coronera, wczesnego Megadeth, czy Voivod, później był okres fascynacji Sepulturą, Fear Factory, Meshuggah... Robiło się coraz ciężej i mroczniej, ale zawsze staraliśmy się, żeby nie zatracić tego lekko technologicznego ducha. Te pierwiastki death metalowe, które coraz bardziej zaczynają być słyszalne, pojawiły się stosunkowo niedawno i stanowią, tak nam się przynajmniej wydaje, całkiem niezły konglomerat dźwiękowy!

Jak kształtował się skład? Dużo było zmian? Jak myślicie, jak długo wytrwacie w obecnym zestawieniu…

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Z pierwotnego składu pozostał tylko Kurt, on jest zresztą założycielem tego zespołu. Ja dołączyłem po – bodajże - pół roku istnienia. Jeżeli chodzi o mnogość zmian, to było ich dużo, a zarazem nie dużo. Pojawiło się w składzie kilku perkusistów, kilku basistów, natomiast jedno, co było niewymienne to osoba Kurta jako frontmana, grającego również na gitarze oraz moja jako drugiego gitarzysty. I to jest swego rodzaju trzon zespołu, reszta jest na gościnnych występach hahaha! A tak poważnie, w obecnym składzie gramy od półtora roku i mamy wielką nadzieję, że ta współpraca potrwa jak najdłużej.

Kto wymyślił nazwę grupy. Wszyscy od razu się zgodzili? Były jakiej inne propozycje? Co zadecydowało, że ta została ostatecznie wybrana?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Jak już wspomniałem, Kurt - jako założyciel - zespołu był odpowiedzialny również za nazwę. A tak naprawdę, odpowiedzialnym był zespół Coroner, którego płytą o tym samym tytule zachwycamy się po dziś dzień. Nigdy nie padła inna propozycja na nazwę dla Grymasa.

To pytanie zadaję właściwie każdej kapeli, bo interesuje mnie zawsze moment, kiedy grupa młodych ludzi, którzy zwykle na początku grają tylko po to, by się pobawić, nagle stwierdza, że to, co robi ma sens, nieźle wychodzi i postanawia robić to profesjonalnie. Jak to wyglądało w waszym przypadku? Kiedy pojawił się taki moment, że wyczuliście swoją szansę i zaczęliście myśleć o prowadzeniu profesjonalnego zespołu?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Tutaj Cię zaskoczę, ale osobiście uważam, że nadal, mimo upływu wielu lat i ogromnego doświadczenia jesteśmy zespołem, może nie tyle amatorskim, co hobbystycznym. Może to zabrzmi trywialnie, bo przecież nagrywamy płyty, jeździmy w trasy, gramy koncerty, ale wciąż jest to nasza pasja, z której absolutnie nie czerpiemy korzyści materialnych, wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś powie, że profesjonalnie uprawiamy nasze hobby, to zgodzę się z nim w stu procentach haha. Przechodząc do drugiej części twojego pytania, było to bardzo proste, po pierwszym kontakcie z gitarą elektryczną, a nawet dużo wcześniej, kiedy próbowałem być perkusistą, od razu wiedziałem, iż uprawianie muzyki będzie zajmowało najwyższe miejsce w mojej prywatnej piramidzie, powiedzmy, życiowej. I prawdopodobnie w ten sam sposób odpowiedziałaby ci cała masa innych muzyków.

Zespół powstał oficjalnie w 1996 roku. Do 2016 roku nagraliście cztery demówki. Jaka to była muzyka? Czy te nagrania są jeszcze dostępne, czy zamierzacie je wykorzystać w przyszłości podczas nagrywania oficjalnych albumów?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: No, był jeszcze niedokończony materiał na płytę o dźwięcznym tytule „Universal antidote”. Tak, jak wspominałem już wcześniej, muzyka zawarta na tych materiałach była dość zróżnicowana, ale zawsze gdzieś tam ten techniczny pierwiastek dotrzymywał nam kroku. Większość z tych nagrań jest w naszej prywatnej kolekcji i raczej nie będziemy już do tego wracać. Natomiast jedna z naszych demówek „Psychosen” została dołączona jako bonus do płyty „A scanner darkly”, która na początku tego roku ujżała światło dzienne za sprawą Deformeathing Production.

Dlaczego doszło do rozpadu/ zawieszenia działalności zespołu? A co spowodowało, że Grin się odrodził?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Na ten fakt z naszej historii złożyło się wiele czynników, niestety ostatecznie, jak to zwykle bywa, zawodzi czynnik ludzki. I tutaj także nie było inaczej. Uważam, że ówcześni członkowie nie wytrzymali ciśnienia, jakie zaczęło się gromadzić wokół zespołu i zwyczajnie zaczęli podejmować głupie i mało racjonalne decyzje. Jedną z nich było pozbycie się mnie ze składu i rozpoczęcie działalności jako trio. Przez kilka miesięcy, niejako na fali, jeżeli można tak to ująć, popularności, Grin jakoś się prześlizgał. Niestety, jak wspomniałem wcześniej, gdy doszło do długo wyczekiwanej wizyty w studio celem zarejestrowania pierwszego albumu, muzycy zwyczajnie się wykruszyli, nie dokańczając nawet nagrań. Każdy poszedł wówczas w inną stronę, pogrywaliśmy w mniej lub bardziej znanych grupach, aż w końcu, jakieś trzy lata temu podjęliśmy decyzję, że próbujemy reanimować trupa. W niemal identycznym składzie rozpoczęliśmy bardzo opornie idące pierwsze próby, koncerty. W międzyczasie wymieniliśmy perkusistę, co okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę! Grin wrócił na odpowiedni tor i maszyna powoli prze ku dobremu!

Na wydanie pierwszej EPki czekaliście aż dwadzieścia lat. Co było powodem tak długiego czasu oczekiwania na pierwszy oficjalny krążek?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Tak naprawdę, to czekaliśmy może dziewięć lub dziesięć lat, bo pozostały czas Grin spędził w stanie spoczynku. A powód tegoż stanu rzeczy był banalny i prawdopodobnie znany wielu muzykom metalowym. Mianowicie, brak jednej osoby, która podejmowałaby racjonalne decyzje i zajęła się sprawami zespołu. Człowieka, który trzymałby wszystko i wszystkich za przysłowiową mordę. A druga sprawa to zachłyśnięcie się „sławą”... oczywiście używam tu ogromnego cudzysłowu haha. Kilkutygodniowe imprezy, w których muzyka stała się jedynie dodatkiem do zabawy... Cud, że jeszcze żyjemy! To nie mogło się dobrze skończyć.

Z jakimi trudnościami przyszło wam się zmierzyć podczas nagrywania tego materiału?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Każda wizyta w studio jest dla zespołu wyzwaniem, pewnego rodzaju nauką i drobną lekcją pokory wobec nas samych. Wszelkie trudności staramy się zawsze przewidzieć i w miarę możliwości szybko eliminować. Praca w studio powinna być w stu procentach komfortowa, zarówno dla zespołu, jak i osoby realizatora, czy też producenta. Aczkolwiek, podczas nagrywania „Scannera” była jedna rzecz, którą mógłbym wrzucić do worka z napisem trudności. Złożył się na to fakt, iż utwór tytułowy skomponowaliśmy na kilka dni przed nagrywaniem i - delikatnie mówiąc - dość opornie wbijaliśmy ten kawałek. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że istnieje ogrom kapel, które komponują całe płyty już po wejściu do studia, ale my jednak pozostajemy w tej drugiej grupie.

Czy szukaliście wydawcy tego albumu? Jeśli tak, jakie było zainteresowanie?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Wersję promo „A scanner darkly”, wydaną własnym sumptem, rozsyłaliśmy do wszystkich możliwych wytwórni płytowych w kraju oraz do większej części bardziej poczytnych zinów oraz prasy oficjalnej z całego świata. Odzew tych drugich jest odczuwalny jeszcze do tej pory, ponieważ co rusz spływają do nas kolejne, w większości - co nas niezmiernie cieszy - pochlebne recenzje. Jeżeli chodzi o wytwórnie, to tutaj sprawy miały się nieco gorzej. Firmy oczywiście odnosiły się przychylnie do nadesłanego przez nas materiału, lecz niestety tutaj dała o sobie znać taka specyficzna łatka, która przyczepiła się do nas na samym początku działalności. Mianowicie: „Grin to zespół wykonujący muzykę środka”. Już spieszę z wyjaśnieniem. Okazuje się, że do stricte śmierć metalowego panteonu zespołów jest nam trochę za daleko z racji za mało zbrutalizowanej muzyki. Natomiast na rynek, że tak powiem oficjalny, czy też komercyjny, gramy o wiele za ciężko. I w tym miejscu powstaje niezły paradoks haha. Tak też było z potencjalnymi wydawcami „A scanner darkly”. Muszę przyznać, że gdy już traciliśmy nadzieję na oficjalne wydawnictwo, z pomocą przyszedł Wojtek z Deformeathing Production, który sam zaproponował wydanie w takiej właśnie formie z bonusem w postaci demka „Psychosen” z 1998 roku. I tak oto mamy oficjalnie wydany produkt.

Ponieważ gracie bardzo trudną odmianę metalowej muzyki, muszę zapytać, czy (gdzie) uczyliście się grać, jak często spotykacie się na próbach? W jaki sposób powstają wasze utwory?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Scenariusz był prosty, jak zapewne u większości metalowych bandów. Będąc wówczas młodymi chłopakami w szkole podstawowej zachłysnęliśmy się tą muzyką bez reszty. Czasy były również nieco inne niż obecnie, o każdą, wtedy jeszcze kasetę, walczyło się jak lew, nie mówiąc już o płytach winylowych, których osobiście miałem kilka setek. Z powodu ustroju, jaki panował w naszym kraju, nie mieliśmy praktycznie dostępu do muzyki metalowej, więc jak już takie relikwie się pojawiały, czy to od taty marynarza, czy też z jakichś paczek zagranicznych, traktowane były niejako jak przedmioty kultu haha. Całe dni i noce spędzaliśmy na kopiowaniu tychże na kolejne kasetki Stilon lub - jak ktoś posiadał dewizy - to Maxell albo Basf z Pewexu haha! W parze z tymi wydarzeniami szła oczywiście intensywna nauka gry na instrumentach, również zdobywanych w nieokreślonych okolicznościach. Ci bardziej ambitni doskonalili swój warsztat podpatrując starszych kolegów muzyków, wymieniając się tabulaturami ulubionych wykonawców lub po prostu, jak w moim przypadku, osłuchiwaniu płyt i robienie dźwięk po dźwięku ze słuchu. W ten sposób powstawały pierwsze projekty muzyczne. Z racji wieku i praktycznie braku jakichkolwiek obowiązków oprócz szkoły, spotykaliśmy się na próbach niemal codziennie, spędzając prawie całe dnie nad komponowaniem własnych utworów. Materiał powstawał jak z przysłowiowego rękawa, czuliśmy, że możemy i przede wszystkim umiemy zagrać już naprawdę dużo ciekawych rzeczy. I w ten sposób, powoli krystalizował się styl, który - jak wspomniałem - po dziś dzień ewoluuje. W kwestii samych kompozycji hołdujemy zgodnie starej tradycji robienia materiału na próbach, na żywo, gdzie każdy ma równe prawa i tyle samo do powiedzenia. Nawet, jeżeli nasze pomysły różnią się od siebie stylistycznie, to i tak po odpowiednim „grinowym” aranżu, wszystkie kompozycje nabierają odpowiedniego kształtu.

Jakie death metalowe kapele was inspirowały i dlaczego? A może są jacyś wykonawcy spoza metalu, którzy pośrednio wpłynęli na waszą muzykę?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: To dość trudne z pozoru pytanie ponieważ ogrom muzyki, jaka miała wpływ na człowieka jest chyba niepoliczalny. Często bywa tak, że usłyszysz nawet jakiś temat filmowy, raz czy dwa razy i okazuje się, ze po wielu latach staje się on wielką inspiracją do jakiegoś twojego utworu. Także w tym przypadku mogę śmiało stwierdzić, iż inspiracje zespołu Grin sięgają od Bacha po Benighted!

Jak wygląda kwestia koncertów? Macie czas, macie plany, jesteście w stanie pogodzić życie osobiste z wyjazdami?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: W pewnym wieku, kiedy pojawia się poważna praca, firma, rodzina, dzieci etc. większość muzyków nie może tych wszystkich rzeczy pogodzić i w większości przypadków odchodzi gdzieś w cień. Nie inaczej było również z nami. Zresztą wystarczy spojrzeć na falę powrotów na scenę zespołów sprzed lat. Zawsze śmieję się, że panowie przestali prać pieluchy, odchowali potomstwo i wrócili do uprawiania swojej, prawdopodobnie jedynej i najważniejszej pasji, jaką jest tworzenie muzyki! Większość z nas w zespole również ma już bardziej ustabilizowaną sytuację, w związku z czym, coraz częściej i - przede wszystkim, coraz chętniej - koncertujemy poza rodzinnym Trójmiastem. W chwili, gdy odpowiadam na Twoje pytanie, jesteśmy w przededniu wyjazdu na mini trasę z niedawno wskrzeszonym z popiołów zespołem Mastabah, z którym odwiedzimy kilka większych miast w Polsce.

Czy jest szansa, że pojawicie się na festiwalach. Tak sobie myślę, że wasza muzyka bardzo dobrze by się wpasowała np. w taki Brutal Assault.

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Hahaha, Brutal Assault to w chwili obecnej bardzo, nie lubię tego słowa, pobożne życzenie. A co do innych festiwali, przyznaję, że troszkę zawaliliśmy sprawę, ale spowodował to w głównej mierze fakt, iż w połowie sierpnia mamy zarezerwowany termin w studio, gdzie zarejestrujemy następcę „Scannera”. W związku z tym, bardziej skupiliśmy się na dopieszczaniu nowego materiału.

Czy zgodzicie się ze mną, że boom na kapele death metalowe wciąż trwa? Co, według was, spowodowało takie zapotrzebowanie na ten rodzaj muzyki.

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Ten, jak to ująłeś boom, pojawia się co jakiś czas w niemal każdej dziedzinie, od muzyki, kultury, sztuki po sprzedaż mieszkań i politykę. Death metal święcił triumfy na przełomie lat 80/90. i w pewnym momencie zaczął zjadać swój własny ogon, pośrednio dzięki swoim wielkim przedstawicielom, jak choćby Entombed, Carcass, Gorefest... To tylko jedne z nielicznych nazw, które zrobiły jeden krok za daleko w pogoni za nowomodą lat dziewięćdziesiątych. Nie znaczy to, że popyt na death metal skończył się definitywnie. Wiele zespołów cały czas prężnie działało i wydawało regularnie zajebiste, mięsiste krążki. I chyba to spowodowało, że po dobrych kilku, czy też kilkunastu latach zainteresowanie death metalem zaczęło wzrastać. Zespoły zaczęły się reaktywować, nagrywać bardzo dobre krążki, zaczęły powstawać nowe bardzo ciekawe grupy, które tchnęły w tą muzykę powiew świeżości. Gatunek zaczął przechodzić renesans. A że jest to muzyka do bólu szczera, w większości przypadków uprawiana przez ciekawych, inteligentnych ludzi, jestem spokojny, że rozkwitać będzie jeszcze wiele lat.

A co sądzicie o muzyce np. Mgły, czy Furii, czyli zespołów, które robią sporą karierę, m.in. trafiły w tym roku na Metalmanię. Czy myślicie, że grając taką odmianę metalu macie szansę powtórzyć ich sukces?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Wymienione przez ciebie zespoły oraz cała masa im podobnych, wyznaczają w chwili obecnej zupełnie nowy trend w muzyce metalowej. Grając coś nowego, klimatycznego, a zarazem niepozbawionego pierwotnej agresji, zdobywają sobie rzesze fanów na całym niemal świecie. I jestem naprawdę dumny z faktu, iż to właśnie nasi rodacy zapoczątkowali ten niezwykle ciekawy styl! W żadnym wypadku nie porównywałbym nas do wymienionych tutaj zespołów z jednej prostej przyczyny – Grin, pomimo zapędów w przeróżne zakątki muzyczne, dalej jest zespołem ze znanego już nurtu thrash czy death metalowego i w tych dawno utartych ramach się porusza. Mgła czy Furia to absolutne novum na metalowym rynku, odkrywające niezbadane jeszcze połacie świata muzyki ekstremalnej.

Ponieważ w dzisiejszych czasach niezwykle ważna jest promocja w necie, czy zamierzacie nakręcić jakiś klip? Jak sobie radzicie z działaniami na portalach społecznościowych?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Gdy w styczniu tego roku ukazała się oficjalnie Ep „A Scanner Darkly”, my tak naprawdę mieliśmy już gotową większość materiału na kolejną płytę. Tak więc, oczywiście promujemy nasz debiut jak tylko możemy, z dużym wsparciem wydawcy, gramy koncerty, udzielamy wywiadów, działamy prężnie na naszym Facebookowym profilu. No, ale taka, ujmę to, bardziej profesjonalna promocja zacznie się dopiero przy kolejnej płycie, którą zamierzamy zarejestrować do końca sierpnia, no i prawdopodobnie, jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, ukaże się z końcem tego roku lub - jak w przypadku poprzedniego krążka - na początku roku przyszłego. Wówczas też planujemy większą trasę koncertową, na pewno w towarzystwie jakieś znanego i zaprzyjaźnionego z nami zespołu lub też kilku zespołów. Z pewnością też nakręcimy profesjonalny clip, no i koncerty, koncerty, koncerty.

Nie pozostaje mi teraz nic innego, jak zapytać, kiedy pojawi się debiutancki album długogrający? Pracujecie nad nim, jak wiele utworów już macie? Czy będą się różnić od tego, co zaprezentowaliście na EPce?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Znów uprzedziłem cię poprzednią odpowiedzią haha. No więc, reasumując, materiał o roboczym tytule „Building A Better World” jest gotowy. Będzie zrealizowany do końca sierpnia w Gdańsku pod okiem Mateusza Machnikowskiego. On także będzie producentem tej płyty. W nagraniach, prócz naszego składu, weźmie jeszcze udział kilku znamienitych gości, z których niektórzy będą z pewnością sporym zaskoczeniem, ale o tym na razie sza! Jeżeli chodzi o istotne różnice między jedną a drugą płytą, to z pewnością ilość utworów oraz czas trwania. „Scanner” to był zlepek dwóch materiałów promocyjnych, natomiast nowa płyta to regularny album, który prawdopodobnie zawierać będzie około 14 utworów. Nowy album będzie z pewnością jeszcze bardziej osadzony w stylistyce śmierć metalowej z racji uwielbienia tegoż gatunku przez naszego nowego perkusistę. Ale gdzieniegdzie pojawią się utwory, będące zupełnym novum, jeżeli chodzi o Grin. Jesteśmy pewni, że będzie to bardzo ciekawy album i sami już nie możemy doczekać się wizyty w studio.

A teraz pytanie z trochę z innej beczki. Co człowiek zyskuje grając w zespole? Czy jest coś w byciu muzykiem, w byciu częścią zespołu, co zakwalifikowalibyście jako negatywne emocje?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Jeżeli młody człowiek zabiera się za uprawianie muzyki to z pewnością zostanie z tą pasją na długie lata, żeby nie powiedzieć do końca swoich dni. Oczywiście znam osobiście wielu zdolnych muzyków, którzy po przedwczesnym założeniu rodziny etc. rzucili w kąt instrumenty, zaczęli zapuszczać brzuszki i siedzieć w fotelach, ale i tak nie uwierzę, że nie tęskno im do czasów muzykowania haha! Ale trochę odbiegłem od tematu. Granie w zespole to przede wszystkim zaspokojenie chęci tworzenia. Spotykamy się na próbach, popijamy piwko i tworzymy muzykę, następnie prezentujemy ją fanom na koncertach, wydajemy płyty i nasza muzyka idzie w świat. Pozostawiamy trwały ślad po swoim istnieniu. Już w czasach starożytności ludzie pozostawiali na ścianach jaskiń hieroglify lub gigantyczne budowle, posągi, które miały przypominać kolejnym pokoleniom o ich istnieniu. To może trochę za grube porównanie w stosunku do zwykłych grajków, ale mniej więcej naświetla to, co większość ludzi tworzących swoją sztukę ma podświadomie w głowie. I to jest mniej więcej odpowiedź na pierwszą część twojego pytania. Co do drugiej jego części to uważam, że wszystko jest dla ludzi, z tym, że odpowiednio dawkowane. Powszechnie wiadomo, że wraz z graniem w jakimkolwiek zespole w ślad zaczynają iść rozmaite używki, alkohol zaczyna być zbyt wodnisty, a panienki kręcą się wokół tego wszystkiego jak ćmy wokół świeczek! I czy mówimy tutaj o gwiazdach światowego formatu, czy o zespołach naszego pokroju, rock'n'roll zawsze wygląda tak samo, tylko pokoje hotelowe i używki są różnej jakości. I niestety zdarza się, że muzyk ma zbyt słabą psychikę, żeby to wszystko udźwignąć i w przypadku tej pierwszej grupy idzie na odwyk lub w najgorszym przypadku targa się na swoje życie. Natomiast w tej drugiej grupie, ten sam muzyk topi swoje problemy w taniej wódce i bez wsparcia kogokolwiek staje się zwykłym żulem... I to, według mnie, są te negatywne emocje.

Co robicie poza graniem? Czym się zajmujecie, jakie macie hobby?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Na codzień jesteśmy raczej przeciętnymi “starszymi” panami (no, może za wyjątkiem Kuby, który - na upartego - mógłby być synem każdego z nas haha) niewychodzącymi za bardzo poza schemat szarego zjadacza chleba. Posiadamy rodziny, odchowane potomstwo, o którym była już mowa, pracujemy (znów za wyjatkiem Kuby, który studiuje) słowem, poza naszym wygladem, jesteśmy wpasowani w stylowe ramy życia. Jeżeli chodzi o hobby, to znaczków nie zbieramy, monety interesują nas w nieco inny sposób niz prawdziwych numizmatyków, dzięki czemu w rubryczce hobby znów pojawia się muzyka. I to właśnie dzięki tej naszej największej pasji spotykamy się już tyle lat, minimum raz w tygodniu i rzępolimy ile wlezie!

Chcielibyście coś specjalnego powiedzieć naszym czytelnikom na zakończenie tego wywiadu?

Krzysztof „Dziadek” Dobrowolski: Tradycyjna dziękówka leci do ciebie za chęć wysłuchania nas nie tylko w formie dźwiekowej. A wszystkim tym, którzy nas znają, a także tym, którzy nie mieli zielonego pojecia o istnieniu zespołu Grin proponujemy sięgnąć do lodówki po dobrze schłodzoną substancję i rozsiadłszy się wygodnie w fotelu, na sofie, czy też drewnianym taborecie, odpalić ładunek z napisem “A Scanner Darkly” i posłuchać jak pierdolnie!

Bardzo dziękuję za wywiad, powodzenia!


Paweł "Pablo S." Sulikowski


Profil Facebook - LINK

***** ***** *****
GRIN na stronie Metal Mundus:
- "A Scanner Darkly" - recenzja - LINK
- wywiad (2017 r.)- LINK

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU























** SUIDAKRA **
- Crógacht


** POKERFACE **
- Game On


** ETA NEARRUM **
- Behind The Apocalypse


** GRAND MAGUS
- Iron Will

** ANY FACE
- The Cult Of Sickness

** EXODUS
- Bonded By Blood

** OBITUARY
- Ten Thousand Ways To Die

** DISTURBED
- Ten Thousand Fists

** HAZZARD'S CURE
- Smoke Iron Plunder

** AGAINST THE PLAGUES
- Decoding The Mainframe

*** CREST OF DARKNESS
- Give Us The Power To Do Your Evil

*** OBERSCHLESIEN
- Symfonicznie

*** BLOODWRAITH
- The Omnipresent Darkness

*** CLOSTERKELLER
- Act III - Live 2003

*** VERMIS
- Divinities

*** ULCERATE
- Shrines Of Paralysis


więcej recenzji
********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


***** CLOSTERKELLER *****


*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Waszawa


*** QTNOIZZ FEST
+ Iron Maiden Tribute Band
+ Hunter
+ Nocny Kochanek
+Acid Drinkers
+Siq
- Kutnowianka/ Kutno


*** NIGHT DEMON
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Dark Juliette
- Lizard King/ Toruń


*** KREATOR
+ Sepultura
+ Soilwork
+ Aborted
- Progresja/ Warszawa


*** CLOSTERKELLER
+ Alhena
- Estrada/ Bydgoszcz


*** EPICA
+ POWERWOLF
+ Beyond The Black
- Progresja/ Warszawa


*** AMON AMARTH
+ Grand Magus
+ Dawn Of Disease
- Progresja/ Warszawa


*** TRIPTYKON
+ Secrets Of The Moon
+ Steel Drunk
+ Blaze Of Perdition
+ Mord'A'Stigmata
- Progresja/ Warszawa


*** IV Urodziny Pereł Metalu
+ DIVINE WEEP
+ Steel Drunk
+ Stormer
- Piwnica Music & Beer/ Bydgoszcz

więcej relacji
*** Jaskinia Hałasu


*** AC/DC
- Wczesne lata z Bonem Scottem


*** METALLICA
- Sami o sobie



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  23,940,791 unikalne wizyty  Top Top