AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Wywiady - 2018 » Dormant Dissident - cz.2
Dormant Dissident - cz.2

„The King Will Come” to jazda pod judasów, ale tylko przez kilka pierwszych chwil... potem już na całego Maiden i ciekawy mariaż obu stylistyk... chórki wyróżniają ten kawałek... a przyspieszenia nadają należnej mocy... refren to już ukłon w stronę Blind Guardian... lubicie ten niemiecki band? Małymi momentami (riffowanie) przebija się też Iced Earth... niezły mętlik, przyznacie co nie? :) Utwór w sumie dobry, chwytliwy, ale na moje za mało zwarty/jednorodny... ale to tylko moje zdanie... chętnie się pospieram jednak i wysłucham Waszej o nim opinii…

Igor Cybail: Ten utwór to ciekawy przypadek, bo każdemu kojarzy się z bardzo różnymi zespołami, ale nie będę przytaczać którymi, żeby nie sugerować konkretnego kierunku ;). Pamiętam, że z początku była tylko zwrotka i refren i gdy zaczynaliśmy nad nim pracować Artur zaproponował, żeby zwrotka miała galopujące tempo i ten pomysł przeszedł od razu. Co do skojarzenia refrenu z Blind Guardian, muszę się przyznać, może wstyd, może nie, ale nie znam ich żadnego numeru. Kiedyś obił mi się o uszy któryś z ich kawałków, ale nie zaiskrzyło i od tamtej pory nie próbowałem wrócić do odsłuchania innych utworów tej kapeli. Co do Iced Earth znam chyba z dwa numery więc też nie jestem w stanie się odnieść, natomiast jeżeli chodzi o jednorodność to nie będę się spierał, bo każdy ma prawo odbierać utwór jak tylko temu komuś się podoba. Moim zdaniem tworzy on raczej dobrze złożoną całość, ale muszę przyznać, że lubię gdy w utworze jest jakiś moment, który odrobinę różni się od całości, czy to tempem, czy nawet stylistyką. W „The King Will Come” jest to partia przed solo, która mocno ociera się o kompozycje Bacha.

Artur Kuliński: Z kolei ja słucham jednego i drugiego. Na pewno nie wzorowałem się na Blind Guardian, kiedy tworzyłem linię melodyczną wokalu. Jest taka ponieważ zaczęło mi zarazem podobać jak i wychodzić śpiewanie w wysokich rejestrach. Jak o tym wspomniałeś faktycznie wygląda jakbym się na tym wzorował jednak nie słucham Blind Guardian na tyle często, aby czerpać z nich inspiracje. Prawdopodobnie to czysty przypadek, ale miło, że kojarzy się to z kolejnym większym zespołem.

Z kolei jeśli chodzi o Iced Earth jest to zespół, który przez cały czas swojego istnienia tworzył na tyle zróżnicowany gatunkowo materiał (mowa o różnych płytach), że na pewno riffy „Kinga” mogą przypominać jakiś okres ich twórczości.

Po cóż druga Wam wersja „Dormant Dissident”, ta z orkiestracjami? Jestem ZDECYDOWANYM przeciwnikiem jakichkolwiek orkiestracji w muzyce metalowej... Metal i klawisze/smyczki to nie idzie w parze... to się gryzie ze sobą... więc – co macie na swoją obronę? :) Pierwszy aspekt od razu Wam odbiorę / utrącę… to nic, że to tylko bonus :)

Jakub Czubaty: Zwyczajnie uznaliśmy, że to będzie ciekawe urozmaicenie i mały powiew świeżości na koniec. Z jednej strony nie chcieliśmy utworu z orkiestracją wrzucać jako „oficjalnej, jedynej wersji”, gdyż kłóciłby się z resztą kawałków, w których tego patentu nie zastosowaliśmy. Z drugiej jednak byliśmy ciekawi, jak w tym dość melodyjnym utworze sprawdzi się taka zabawa formułą. A sam pomysł pojawił się dość przypadkiem. Podczas nagrywania bębnów do tego utworu miałem pilot nagrany w Guitar Pro i same gitary w formacie midi brzmiały przez to dość… specyficznie. Razem z naszym realizatorem, Łukaszem zaczęliśmy się śmiać, że brzmi to bardziej jak orkiestra, niż metalowe gitary… I tak w sposób naturalny przeszliśmy do rozważań jak ten utwór brzmiałby z orkiestracją, skoro już same gitary w midi potrafiły tak bardzo zmienić jego charakter. Przedstawiłem pomysł reszcie chłopaków i doszliśmy wszyscy do wniosku, że może to być ciekawy eksperyment. Szczególnie, że większość z nas ceni sobie m.in. eksperyment Metalliki w postaci albumu „S&M” i uważamy, że dobrze zaaranżowana orkiestra potrafi bardzo ciekawie wpłynąć na znany już wcześniej utwór. No i przyznam się, że marzymy o wykonaniu Dormant Dissident z orkiestrą symfoniczną (śmiech).

„S&M” powiadasz Jakubie… jedna z wielu płyt ze zmarnowanym potencjałem, według mnie :) Akurat ja jej nie cenię, ale OK. Szacunek. W sumie ważny to był eksperyment, nie tylko dla Metalliki. Z kwestii płytowych pozostał jeszcze wątek tytułu albumu… Dlaczego akurat rycerze?

Artur Kuliński: Album zawdzięcza swoją nazwę naszej koleżance Edycie Wadowskiej, która to widząc jak głowimy się nad idealnym imieniem dla naszego dziecka, postanowiła nam pomóc. Dlaczego rycerze? Tak się akurat składa, że wszyscy dosyć mocno przeżywaliśmy stworzenie utworu „The King Will Come”, który jest na podstawie gry komputerowej o nazwie „Dark Souls”. Klimat tej gry jest osadzony w świecie średniowiecza, co za tym idzie: smoki, potępieńcy no i oczywiście rycerze. I tu pojawiła się Edyta z nazwą „Knightmares”. Pomysł spodobał się nam do tego stopnia, że zaczęliśmy się zastanawiać się jak by wyglądały awatary naszych kawałków jako rycerze. Jako że nasze utwory są delikatnie mroczne, dlatego wpasowały się idealnie w pojęcie koszmaru. Tak właśnie zrodzili się koszmarni rycerze. Koncepcja ta wydała się nam trafieniem w „10”, wiec postanowiliśmy ją spełnić, a Adrian Michalak pomógł nam ją ziścić. Ma to także drugie dno. Każdy z nas jest fanem fantastyki czy to książkowej czy filmowej. Ten fakt tylko ułatwił nam podjęcie tej decyzji.

Czujecie, że gracie bardziej po amerykańsku niż europejsku? Z dużym luzem, swobodą, wasze kawałki po prostu płyną... podoba mi się także strona produkcyjna – bez zarzutu... i przy okazji… gdzie udało Wam się zarejestrować album?

Kamil Pleśnierowicz: Nie nam oceniać jaki kontynent góruje w naszym stylu i w sumie nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Robimy to, co czujemy i zawsze dajemy z siębie 1000%. To po prostu siedzi w naszych sercach i stamtąd płynie.

Album nagrywaliśmy w studiu „Decybelia” pod okiem Łukasza Frankowskiego. Realizator obiektywnie podchodził do tematu. Sam podsuwał nam także niektóre pomysły, które ostatecznie znalazły się na płycie. Był wymagający jeżeli chodzi o precyzję i dokładne, czyste dźwięki. Niektóre powtarzane były nawet kilkadziesiąt razy. Dobrze wspominamy przygodę ze studiem, a także jesteśmy bogatsi o doświadczenie. Warto też zaznaczyć, że to właśnie Łukasz skomponował orkiestrację do bonusowej wersji „Dormant Dissident”.

Czyim pomysłem jest komiksowa okładka i czy ma ona jakieś powiązanie ze stroną liryczną?

Igor Cybail: Komiksowa stylistyka okładki to projekt Adriana Michalaka. Nie było to od początku naszym głównym założeniem, po prostu zgłosiliśmy się do Adriana i napisaliśmy o co mniej więcej nam chodzi, a on po kilku konsultacjach doskonale wstrzelił się w nasze oczekiwania co do wyglądu okładki i nie było już co dłużej gdybać. Jak słusznie zauważyłeś jest ona powiązana z częścią tekstów na płycie, ponieważ każda z tych postaci symbolizuje konkretny utwór. Niestety nie do każdego kawałka dało się dobrać postać, dlatego wybraliśmy te, w których była taka możliwość.

O czym traktują Twoje teksty na płycie Arturze, a o jakich sprawach chciałbyś śpiewać, jakie tematy, może problemy życiowe zamierzasz poruszać w przyszłości?

Artur Kuliński: Na samym starcie sprostuję sprawę. Jestem wokalistą, ale teksty najczęściej pisze u nas Igor. Kiedyś teksty pisałem ja, ale nie były one tak dobre jak te, które wychodzą spod pióra naszego gitarzysty. Są w 100% lepsze (tu muszę oddać pokłon w jego stronę). Czasami zdarza się, że cały zespół pisze tekst, ale to rzadkość. Obecnie moja rola przy układaniu tekstów jest taka, że wprowadzam jedynie kosmetyczne poprawki w strukturze liryków np. sprawdzam czy tekst ma odpowiednią ilość sylab lub czy dostatecznie zgadza się z linią melodyczną.

Zawsze dążyliśmy do tego aby nasze teksty nie były błahe i o niczym. Staramy się zawsze tworzyć tekst, który porusza ważne lub pomijane tematy. Właśnie z powodu tekstów odszedłem z mojej wcześniejszej kapeli i dołączyłem do Dormant Dissident. Nasze liryki najczęściej zahaczają o tematykę końca świata, śmierci, zjawisk nadprzyrodzonych etc. Tak było, jest i zapewne będzie. Na pewno nigdy nie będziemy tworzyć pod szyldem Dormant Dissident tekstów takich, jakie tworzy Nocny Kochanek, tego możecie być pewni.

Czym dla Was jest heavy metal? Dobrym hobby, czy też sposobem na życie? Jak ważne miejsce znajduje w Waszym życiu?

Jakub Czubaty: Cóż, na to pytanie tak naprawdę każdy z nas powinien odpowiedzieć osobno, gdyż każdy ma pewnie swoje, trochę odrębne podejście. Tak czy inaczej zaryzykuję stwierdzenie, że skoro zdecydowaliśmy się na granie w zespole, to dla każdego z nas jest to pewien sposób na życie. Wszyscy dużo poświęcamy, cały czas pracujemy nad tym by odnieść sukces i chcemy naszą muzyką „coś zmienić”. Dlatego myślę, że jak najbardziej jest to dla nas bardzo ważna część życia. Z drugiej jednak strony, jeśli nie traktowalibyśmy tego jak zabawy, to istnieje duża szansa, że bardzo szybko granie stałoby się dla nas przykrym obowiązkiem. A do tego z całych sił staramy się nie dopuścić. Tak czy inaczej heavy metal towarzyszy nam na co dzień. Słuchamy go, gramy, jeździmy na koncerty jako muzycy, ale też jako zwykli fani… Tak naprawdę jest on stałym, ważnym elementem naszego życia i czujemy, że często w chwili zwątpienia, potrafi dać nam pozytywnego kopa do działania.

Jak wygląda kwestia koncertów? Nie miałem okazji Was zobaczyć na scenie, ale... podobno mocno promowaliście Wasz debiutancki krążek... czy to już koniec etapu promowania „Knightmares”? Pewnie nie zobaczę Was w Bydgoszczy... bo jak słyszałem niefajnie Was w moim grodzie potraktowano! :( Co poszło nie tak?

Rafał Romański: Jeżeli chodzi o rok 2017 i trasę promującą album, to było to przeszło 30 koncertów na terenie Polski. Kilka dużych zlotów motocyklowych w tym jeden z największych w Polsce (mowa o festiwalu Blues, Rock i Motocykle organizowanym w Łagowie). Dodatkowo zagraliśmy w kilku finałach różnych festiwali, udało się tam zdobyć parę nagród dzięki „Knightmares”… Myślę, że promocja albumu się udała, cieszymy się z tego, ale nie stajemy w miejscu. Aktualnie pracujemy nad nowym materiałem i paroma pomysłami, które mamy zamiar zrealizować w tym roku. W dalszym ciągu jednak promujemy „Knightmares”, chwilowo przez internet. Koncerty na pewno będą, ale pierwszy kwartał przeznaczamy na poszerzenie repertuaru.

Co do Bydgoszczy, to nigdy nigdzie nie powiedzieliśmy, że nie wrócimy. Wręcz przeciwnie! Chcemy zagrać w Twoim mieście, tylko z odrobiną szacunku i profesjonalnym podejściem ze strony klubu. Zawsze wymagamy tego, co sami dajemy, a w tym czymś, gdzie był zaplanowany koncert… eh, nie chce mi się rozwijać tematu. Jeżeli znajdziemy jakieś miejsce, które spełni nasze „wygórowane” wymagania, to na pewno się zjawimy w Bydgoszczy. Myślę, że nie będzie problemu, bo na pewno macie tam wiele świetnych miejscówek. Z naszym koncertem to było trochę tak jak byś szedł sobie spokojnie nowym chodnikiem i wdepnął w jedyne gówno na odcinku 1000 km, zwyczajny pech, ale się nie zrażamy, chcemy się zaprezentować przed bydgoską publicznością i to zrobimy.

Czego nauczyliście się przez tych kilka lat funkcjonowania na scenie? Nawiązaliście jakieś dobre relacje z innymi kapelami z naszego kraju?

Igor Cybail: Nauczyliśmy się mnóstwa rzeczy i pewnie nie wymienię wszystkiego, ale przede wszystkim nauczyliśmy się jak planować każde przedsięwzięcie, od prób, koncertów, aż po nagrywanie i promocję płyty. Gdyby ktoś na początku funkcjonowania zespołu powiedział mi z czym będziemy się mierzyć i że jakoś będziemy dawać sobie radę, prawdopodobnie bym w to nie uwierzył, jednak cieszę się, że mamy już w dostateczna wiedzę i wciąż chce nam się to robić ;) Mamy kilka zaprzyjaźnionych kapel, z którymi stale utrzymujemy kontakt. Są to m.in. Jared z Zielonej Góry, Bulletraid i Mindfak z Wrocławia, Męczenie Owiec z Gostynia i In the Name of God z Wałbrzycha. Są to kapele grające skrajnie różne gatunki, ale to pokazuje, że nie ma reguły kto co gra, jeżeli ludzie są w porządku i nadają na tych samych falach.

Jakie macie plany na przyszłość? Myślicie już o kolejnych kompozycjach, powstają już nowe kawałki Dormant Dissident? Czy zamierzacie wrócić jeszcze do utworów, jakie odrzuciliście przy selekcji do debiutanckiej płyty i wykorzystać je (czy to w kształcie, w jakim się dotąd znajdują, czy też w zmienionym) w najbliższej przyszłości?

Kamil Pleśnierowicz: Na pewno chcielibyśmy częściej koncertować zarówno za granicą jak i w kraju. W roku 2017 udało nam się zorganizować całkiem niemałą trasę koncertową, a dodatkowo dzięki uprzejmości naszych dobrych ziomków z Bulletraid udało nam się zagrać w Czechach i było to naprawdę niesamowite doświadczenie.

Cały czas pojawiają się pomysły na nowe kawałki i pewnie z czasem też urodzą się plany na nowy album. Znowu musi powstać pula utworów, z której będziemy mogli wybrać te najlepsze. Proces twórczy znów ruszył pełną parą chwilę po zakończeniu trasy. W chwili obecnej już mamy około pięciu nowych kompozycji, które wymagają jedynie ostatnich szlifów. Także już za niedługo będziemy mogli pochwalić się zupełnie nowym dorobkiem.

Jeśli chodzi o odrzucone utwory niewykluczone, że kiedyś wydamy płytę o nazwie „B-Sides and other stuff” (śmiech). Być może wykorzystamy również utwory, które powstały jeszcze przed wydaniem naszego dema. Wszystko jest możliwe. Jeżeli będą pomysły na ich udoskonalenie nie skreślamy takiej możliwości. Może niektóre elementy tych kompozycji będą jedynie wykorzystane do nowych kawałów? Kto to wie?

Czego Wam życzyć? Pewnie wytrwałości, cierpliwości… i dalszej wiary we własne możliwości, setek fanów na koncertach… i kolejnych przynajmniej kilku tak udanych jak debiut płyt! Dzięki za wspaniały i bardzo obszerny wywiad!

Jakub Czubaty: Dziękujemy bardzo! Mam nadzieję, że wszystkie te życzenia się spełnią. My z naszej strony na pewno dalej będziemy pracować nad tym, aby nasza muzyka przynosiła radość i satysfakcję tak nam, jak i ludziom, do których trafi. Pamiętajmy, że muzyka to przede wszystkim emocje… I my mamy nadzieję, że naszymi dźwiękami wzbudzimy ich w ludziach jak najwięcej! Spragnionych większej informacji o nas zachęcamy do odwiedzenia naszego fanpage na facebooku. Do zobaczenia i, przede wszystkim, do usłyszenia.

Wywiad przeprowadził: Tomasz Woźniak
Zdjęcia: Piotr Gajek

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
**FATHER MERRIN / CLEGANE
- split

**THRONEUM
- Deathcult Conspiracy

- Midnight Curse
**THE HYPOTHESIS
- Illusion Now

**DECAYED
- Of Fire And Evil

**KALIDIA
- The Frozen Throne

**NONAMEN
- Interior's Weather

**MYOPIC
- Myopic

**U.D.O.
- Steelfactory

**PROPHETS OF THE APOCALYPSE
- War Metal

**BEAST IN BLACK
- Berserker

**ILDRA
- Edelland

**DIRTRED
- Transmissions From Below


więcej recenzji
*** DORMANT DISSIDENT **


*** MARTYRDOOM
*** GRIN
*** WATCH OUT STAMPEDE
*** CLOSTERKELLER
*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
***GOMOR
+ Penerra
- New York/ Łódź

***DIAMOND HEAD
+ Blinding Sparks
+ Internal Quiet
- Hydrozagadka/ Warszawa

***POWERWOLF
+ Amaranthe
+ Kissin' Dynamite
- Progresja/ Warszawa

*** PRIMAL FEAR
+ RIOT V
+ Existance
- Nova Chmelnice/ Praga

*** VADER
+ MARDUK
+ Arkona
+ Insidius
- Progresja/ Warszawa

*** Uwolnić Muzykę VII
- Środa Śląska

*** Headbangers Open Air 2018
- Brande-Hörnerkirchen/ Niemcy

*** IRON MAIDEN
+ Killswitch Engage
- Waldbühne/ Berlin

*** Rock&Rose Fest 2018
+ Exumer
+ Decapitated
+ Wolf Spider
+ Alastor
- Leash Eye
- Totem
- Kutno

*** MARDUK
+ Infernal War
+ Arkona
- U Bazyla/ Poznań

*** SEPULTURA
+ Obscura
+ Goatwhore
+ Fit For An Autopsy
- Proxima/ Warszawa

*** FURIA
+ Thaw
+ Sacrilegium
+ Licho
- Progresja/ Warszawa

*** NEUOBERSCHLESIEN
+ Transgresja
- Proxima/ Warszawa

*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  32,684,413 unikalne wizyty  Top Top