AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Recenzje - V » VENOM - From The Very Depths (2015 Spinefarm Records)
VENOM - From The Very Depths (2015 Spinefarm Records)
01. Eruptus
02. From The Very Depths
03. The Death Of Rock N Roll
04. Smoke
05. Temptation
06. Long Haired Punks
07. Stigmata Satanas
08. Crucified
09. Evil Law
10. Grinding Teeth
11. Ouverture
12. Mephistopheles
13. Wings Of Valkyrie
14. Rise




Skład:
Cronos (wokal, bas)
Rage (gitara)
Dante (perkusja)



To było dokładnie w lutym bieżącego roku. Napisać, że przeżyłem szok, to nic nie napisać (zdanie oczywiście pożyczone od szanownego pana Pilcha…). Wszystkiego bym się spodziewał, ale aż tak świetnego albumu Venom, zdecydowanie nie! Ten zespół zawsze należał do moich ulubionych. Grali prosto, chropowato, bez żadnych ozdobników, nie porażali techniką, nie epatowali melodiami. Byli surowi, prości, powtarzalni. Ale mieli to coś, czego jakże często brakuje tysiącom innych zespołów. To coś, czego nie da się w żaden sposób wyartykułować, to coś, czego nikomu nie udało się powtórzyć. Przez lata grupa wydała wiele lepszych i gorszych krążków, ale wszystkie zawierały w sobie tę niewyrażalną moc. Po rozpadzie, jeden z trójkąta - wokalista/basista Cronos zachował nazwę i wciąż trzyma stery Venom, nie tylko prąc do przodu, ale robiąc to coraz lepiej. A najlepszym potwierdzeniem poważnej progresji grupy jest ten właśnie krążek. Jeśli ktoś jeszcze nie znał lub przez te wiele lat nie przekonał się do starego Venom, to teraz ma niepowtarzalną szansę odkryć ten zespół. Zespół zdecydowanie inny od tego sprzed lat, ale tak mocny, jak chyba nigdy nie był.

Parę miesięcy temu rozmawiałem z Abaddonem, czy jest jakaś szansa, że dogadają się z Cronosem, że ponownie zagrają w trójkę. Odpowiedział, że raczej nie ma szans. Wtedy zresztą nie było jeszcze wcale pewne powołanie do życia Venom Inc., czyli zespołu, w którym ponownie połączyli siły Abaddon z Mantasem. Po wysłuchaniu tej płyty jestem w stanie zrozumieć postawę Cronosa. Zrobił album tak doskonały, że ma prawo czuć dumę, że ma prawo uznać przeszłość za… przeszłość, za czas, do którego nie ma zamiaru wracać.

Album „From The Very Depths” zachowuje charakterystyczną dla Venom prostotę i brud riffów, ale zupełnie inna budowa kompozycji, inne brzmienie, inny wokal z rzucającymi się ostro w uszy, bardzo wyraźnymi melodiami, to coś absolutnie nowego, coś wyjątkowego. Dla mnie ten Venom (owszem ostatnie płyty sprzed tej omawianej przyniosły już drobne zmiany) przeszedł metamorfozę, jaką w ostatnich latach przeszedł inny ze starych brytyjskich kapel, czyli Tank. Obie kapele grały zupełnie inaczej, niż robią to obecnie. Żeby nie świadomość, że grają w nich członkowie tamtych zespołów, jakże trudno byłoby doszukać się podobieństwa do pierwowzorów.

Bo Venom roku 2015 to zespół zupełnie inny. Jak wspomniałem, jest w jego muzyce jeszcze sporo surowości, ale to już inna surowość. Jest w niej charakterystyczny głos Cronosa, ale sposób śpiewania bardzo inny od tego sprzed lat. Przede wszystkim więcej jest rzeczywistego śpiewania, mniej charczenia do mikrofonu (chociaż i to wciąż się pojawia). Muzycznie jest rewelacyjnie pod każdym względem. Każda kompozycja to hit. Każda obdarzona jest mocnym riffem, sporą ilością gitarowych zagrywek i solówek Rage’a, potężnymi partiami dudniącego basu Cronosa i mocarnymi uderzeniami perkusji Dantego. W życiu bym się nie podjął odzielenia słabszych utworów od lepszych. Bo nie ma tu ani jednej złej, nijakiej, zbędnej kompozycji. To czternaście (licząc intro i instrumentalny przerywnik w postaci „Ouverture”) znakomitych, równych, porywających, niezwykle energetycznych, rozwalających pod każdym względem kompozycji. I nie ma znaczenia, czy grają ciężko, wręcz doomowo/epicko, jak w „Smoke”, czy zapieprzają jak mały samochodzik w „Rise”, czy rozwalają trochę rytm w „Stigmata Satanas”, czy jadą równo, jak po lodzie np. w takim „The Death Of Rock N Roll”, czy „Grinding Teeth”. To wszystko jest Venom, i to Venom na najwyższym poziomie, jakiego - w mojej skromnej opinii - jeszcze nigdy nie osiągnęli. Bardzo wysoko postawili sobie teraz poprzeczkę. Mam nadzieję, że już nigdy nie obniżą lotów.

Płyty słucham od lutego, jest już październik, a ona w najmniejszym stopniu mi się nie znudziła. I nie tylko, że mi się wciąż podoba, to z każdym kolejnym słuchaniem podoba mi się jeszcze bardziej. Jak dotychczas, to moja płyta numer jeden bieżącego roku. Ciekaw jestem, czy jakaś inna, tak zwanym rzutem na taśmę (bo zostały już tylko nie całe trzy miesiące) ją pokona?!

10/10
Ray

VENOM

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  36,182,071 unikalne wizyty  Top Top