AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Recenzje - V » VARDIS - Red Eye (2016 Steamhammer)
VARDIS - Red Eye (2016 Steamhammer)
01. Red Eye
02. Paranoia Strikes
03. I Need You Know
04. The Knowledge
05. Lightning Man
06. Back To School
07. Jolly Roger
08. Head Of The Nail
09. Hold Me
10. 200 M.P.H.
11. Living Out Of Touch
12. 200 M.P.H (Reprise)



Skład:
Steve Zodiac (wokal, gitara)
Terry Horbury (bas)
Joe Clancy (perkusja)



Zespół Vardis poznałem stosunkowo późno. Owszem, nazwa zespołu gdzieś się przewijała w czytanych tekstach i rozmowach, ale długo nie miałem dostępu do jego muzyki. Kiedy jednak dotarły do mnie pierwsze przegrywki, z czystym sercem mogę powiedzieć, że zakochałem się w tej grupie. Uwielbiam każdy z jej albumów, a jej lidera Steve’a Zodiaca uważam za jednego z najważniejszych muzyków XX wieku, który niezmiennie, od samego początku jego muzycznej działalności na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku do dzisiaj pozostaje jednym z najciekawszych, najbardziej oryginalnych muzyków europejskich. Muzyków, których wkład w rozwój hard and heavy jest niezaprzeczalny. Mam nadzieję, że jego nazwisko oraz tworzoną przez jego zespół muzykę pozna szerokie grono miłośników ostrzejszej odmiany rocka.

Muzyki granej przez Vardis nie da się w żaden sposób zaszufladkować, umyka ona jednoznacznym definicjom. Bo znajdziemy w niej na dobrą sprawę wszystko, co pojawiło się w muzyce rozrywkowej XX wieku. Są w niej nawiązania do rock’n’rolla, psychodelii, bluesa, rocka, prog rocka, hard rocka. A nawet jazzu, a nawet muzyki klasycznej. Bo Steve Zodiac to człowiek – orkiestra, to muzyk nieprzeciętny, obdarzony niesamowitą wrażliwością, niesamowitym talentem, niesamowitymi umiejętnościami. Obdarzony niesamowitym słuchem, łatwością wychwytywania z rzeczywistości wszelakich wdzięków i przetwarzania ich na swoją modłę.

Być może z powodu owej niejednoznaczności, grupa nie trafiła do szerokiego grona odbiorców. Ale za to zyskała prawdziwych fanów, takich, dla których nieprzeciętna muzyka zespołu jest wręcz darem niebos. Bo ma w sobie to niewyrażalne słowami „coś”. Jest z pozoru prosta, dynamiczna, trafiająca dzięki ciekawym melodiom w uszy słuchaczy, a jednocześnie trudna techniczne, naładowana licznymi zagrywkami i solówkami gitary, niespodziewanymi ozdobnikami, intrygującymi partiami sekcji rytmicznej. Jest w niej energia rocka połączona z duchowością bluesa, radością rock’n’rolla, ostrością heavy metalu i technicznymi „łamańcami” prod rocka i jazzu.

Zespół zadebiutował w 1979 roku, wydaną własnym sumptem Epką „100 M.P.H.”, wspartą w roku następnym albumem koncertowym o tym samym tytule. Debiutancki duży krążek pojawił się w 1981 roku. To mój ulubiony album „The World’s Insane”. Później zespół nagrał jeszcze dwa duże krążki: „Quo Vardis” (1982) i „Vigilante” (1986). Zniechęcony muzycznym biznesem Steve postanowił przerwać działalność grupy na wiele, wiele lat.

Na szczęście w 2014 roku starszy pan z bródką postanowił ponownie sięgnąć po gitarę. Do składu dołączył basista Terry Horbury (grał na albumie „Vigilante”) oraz perkusista Gary Pearson (nagrał dwie pierwsze płyty), którego wkrótce zastąpił zdecydowanie młodszy wiekiem i stażem Joe Clancy (Melodic Meltdown, Blues Band Adriana Smitha). Panowie dali wiele koncertów, wystąpili na festiwalach (ja miałem okazję zobaczyć ich rewelacyjny koncert podczas Keep It True!), wreszcie nagrali kolejną Epkę, zatytułowaną tym razem „200 M.P.H.”. W muzyków wstąpiły nowe siły, tryskali niespotykaną energią, zarówno ze sceny, jak i poza nią. Przeżywając „drugą młodość” stworzyli nowe kawałki i zarejestrowali je na krążku „Red Eye”. I kiedy wydawało się, że świat (nareszcie!) stoi przed nimi otworem, na raka zmarł niezwykle sympatyczny i zawsze uśmiechnięty Terry Horbury. Zatem krążek na tegorocznych koncertach promuje Vardis w zmienionym składzie. Rolę basisty przyjął Martin Connolly, który współpracował wcześniej z Paulem Foxem i Rickiem Wakemanem.

Z napisaniem tej recenzji wstrzymywałem się dość długo. Bo prawdę mówiąc nie wiedziałem, jak do niej podejść, i nie ze względu na muzykę, ale właśnie na owe mało przyjemne „zdarzenia okołomuzyczne”. Zabolała mnie bardzo śmierć Terry’ego. Słuchałem zatem tej płyty w specyficzny sposób. Nie do końca umiałem i wciąż nie mogę potraktować jej jako kolejnej płyty grupy, nie umiem na nią patrzeć jak na radosną, świetną i jakże długo wyczekaną płytę zespołu. A przecież tak powinienem ją odebrać! Bo wreszcie jest, bo zespół zrobił to, co obiecał. Kiedy rozmawia się z wieloma muzykami na festiwalu KIT, zazwyczaj twierdzą, że ruszą do pracy, że nie po to się zeszli po latach przerwy, by nie skorzystać z tej możliwości i nie nagrać płyty. Ale niezwykle rzadko to się udaje. A Vardis nie kręcił, Vardis nagrał bardzo dobry, niezwykle urozmaicony krążek, którego nie tylko nie musi się wstydzić, ale spokojnie może postawić obok wcześniejszych albumów.

Bo płyta nie odbiega od poprzedników. Oczywiście różni się brzmieniem, produkcją (wszak jest nagrana trzydzieści lat później od poprzednich krążków), owszem Steve ma trochę inny głos, ciut niższy, bardziej matowy (ale przecież ma prawie trzydzieści lat więcej). A mimo to krążek sprawia wrażenie, jakby nagrali go młodzieńcy w sile wieku. Ludzie z niesamowitą energią, ale też wyraźnym już doświadczeniem.

I – jak nas nauczył Vardis – znów dostajemy na nim wszystkiego po trochu. Bo jest tu mój ulubiony blues („Red Eye”, „Head Of The Nail”), jest żywiołowy rock’n’roll („Back To School”, „Living Out Of Touch”), punk rock („The Knowledge”), hard rock („Lightning Man”, „Jolly Roger”, elementy prog rocka w rozbudowanym „200 M.P.H.”, a całość kończy jego bonusowa, doomująco-sabbathowska wersja – „200 M.P.H. (Reprise)”.

Ten album ma wspaniałe, różne stylistycznie, ale w każdym przypadku znakomite kawałki, ma niesamowity klimat. Ma taki power, jakiego tylko można zazdrościć. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Dlatego w tym miejscu chciałbym życzyć Steve’owi i kolegom z zespołu zdrowia i sił, by dalej grali, by znaleźli czas, siły i pieniądze, aby za jakiś czas nagrać jeszcze jeden krążek. I dziękuję za wspaniały koncert na tegorocznym HOA.

10/10
Ray

VARDIS

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  36,182,525 unikalne wizyty  Top Top